czwartek, 24 listopada 2011

Niespodziewanki i spodzianki, kwiatki w nutki, pępek świata, słodkości, kluby, znajomi i brat chrzestny

Punktowo będzie, bo dużo:

Zaległe: 
  • Wygrałam candy u Żyrafy :D Taką broszkę w nutki, o: 
Merci cieszę się szalenie :D A broszka świetnie się sprawdza jako znacznik, z której strony ostatnio było zapodawane mleko ;)

  • Wygrałam też pępkowy konkurs u Kruszyzny na "Dzieciowo mi!", w związku z czym o pępku Aurory  będzie można przeczytać w "Kalendarzu Maluszka", a my dostaliśmy zestaw sympatycznych gadżetów i bon na inne sympatyczne gadżety ;) 
Na bieżąco:
  • Odkryliśmy z Orą i Inko naprawdę SŁODKIE miejsce. Cup & Cake przy Deptaku Bogusława urzekło mnie mimo pudrowo-landrynkowego wystroju. Bo mu w tym słodkim anturażu do twarzy :D Człowiek od progu czuje się jak dziecko w sklepie ze słodyczami i tak ma być właśnie. A te babeczki! Prześliczne i przesmaczne. Pochłonęłam piernikową z powidłami śliwkowymi, a Przemek czekoladową z wiśniami. Auri pochłonęła piernikowo-śliwkowe mleko potem.
Miejsce niestety nie jest przyjazne mamom, bo schody ma i nie ma przewijaka, a w łazience zimno jak w psiarni, ale obsługa przemiła i sympatyczna, i nie marudzi, jak klientela przestawia stoliki i kanapy, albo kładzie dziecko na stole, a babeczki je z ręki :D.

  • Zaliczyliśmy odwiedziny Szczypiorów. Konkretnie Taty Szczypiora, Mamy Szczypiorowej i małej Szczypiorówny. Młody Szczypiorek został u dziadków. Ania to moja przyjaciółka, a Wojtek znajomy z czasów wczesnoharcerskich. A jakoś tak się złożyło, że wejście w świat rodzicielstwa zbiegło się u mnie w czasie z odnowieniem kilku starych, acz miło wspominanych znajomości, a wszystkie te znajomości (niezwykłe ; ) ) w międzyczasie zdążyły się odziecić :D Będzie z kim na placu zabaw pogadać. 
Młoda Szczypiorówna ma ok. trzech miechów i jak na nią patrzyłam, to uwierzyć nie mogłam, że Aurora też będzie niedługo taka wielka. Wszyscy mówią, że rośnie w oczach, a ja tego nie widzę za cholerę! Tylko się dziwię, że kolejny śpioch za mały, albo, że w nowy rozmiar pieluszek wejść musimy, bo się falbanki dziecku na skórze odciskają!!! Szok!

  • Wytypowaliśmy też chrzestnych :D. Brat zgodził się od razu i był zdaje się usatysfakcjonowany, choć skrzętnie to ukrywał ;) Potencjalna chrzestna jeszcze się nie określiła, więc o niej nie napiszę. A co!
  • Podobno do miesiąca powinno się ograniczać kontakty dziecka z obca florą bakteryjną. Ja rozumiem, ale czy to znaczy, że mamy w domu siedzieć i ludzi nie oglądać? No bez przesady. Przez nasz dom nie przewalają się jakieś chordy barbarzyńców, ale zdarza się nam mieć gości, albo pójść między ludzi. I nie mam zamiaru z tego powodu czuć się wyrodną matką. Ani myślę po prostu. W związku z powyższym zataszczyłam wczoraj Młodą (W chuście naturalnie. Kaszmir wymiata! Ubóstwiam! Ktoś chce kupić prawie nie używanego elastyka?) na kolejne spotkanie Gazetowego Klubu Mam. Ora wzbudzała (zupełnie słusznie) powszechny zachwyt, ochy i achy, poznała wężo-gina, który powtórnie robił za eksperta (podobno po ostatnim spotkaniu mamy były nim zachwycone - zupełnie słusznie) oraz prowadzącą ze szkoły rodzenia (udał im się zespół ekspercki baaaardzo), a także pozowała do zdjęć.
Spotkanie dotyczyło baby blues i depresji poporodowej. Nie spodziewałam się, że ten temat jest tak mało znany. A dzieciowe smutkowanie dotyczy 80% kobiet! Na poporodową depresję zapadają także mężczyźni. W ramach dygresji obgadałyśmy opiekę położnych środowiskowych (dramat!). Dla oddania sprawiedliwości dodam, że moja jest całkiem sympatyczna (właśnie wyszła, pozachwycawszy się uprzednio stosownie Córą, blizną i obkurczającą macicą i husianką), ale z gwarantowanych przez NFZ czterech wizyt przyszła na dwie i na kolejną się nie umawia. Fakt, że jakoś specjalnie jej (wizyty) nie pragnę, mając własną położną w rodzinie, ale... Niemniej położne z Przychodni Portowej polecam i rekomenduję.

Ale najfajniejszą niespodzianką było poznanie w realu Jagody z Kogla-Magla! Podeszła do mnie kiedy właśnie zorientowałam się, że wielkimi krokami nadciąga pora głodomora, więc zamieniłyśmy raptem zdań kilka, ale to spotkanie sprawiło mi niesamowitą radochę :D

  • Już miałam zacząć czuć się pominięta, ale w końcu MaM odezwało się z propozycją współpracy, czytaj: testowania i linkowania. Przetestujemy z dziką radością, a jakże :D W ogóle szykuje się duuuża notka okołomarkowa. Znaczy, że około marek różnych będzie. Obaczycie.
 
    • A przedwczoraj Aurora dostała swoją pierwszą przesyłkę w której były zdjęcia. Jej. No prawie. Sesja ciążowa. Nic więcej nie powiem. Narazie.
    No :)
    Pin It Now!

    7 komentarzy:

    1. No zastosowanie broszki mnie powaliło:D

      OdpowiedzUsuń
    2. A wiesz moja położna była u nas tyle razy, że już nie pamiętam - sama dzwoniła albo ja dzwoniłam i zawsze znalazła chwilkę... ale sześć razy to na 100% była, nie wiedziałam że 4 są obowiązkowe.

      ja natomiast nigdy nie oznaczałam piersiówek zawsze widziałam po wielkości która jest "pełna dobrodziejstw" ale ja z drugiej strony deska-Tereska ;)

      OdpowiedzUsuń
    3. Miałam taki sam patent broszkowy :D

      OdpowiedzUsuń
    4. kurczę a ja już po roku usiłuję sobie przypomnieć swój patent i pamięć szwankuje, bo że coś robiłam to na pewno ale co, to już enigma, to było coś z pieluchą tetrową ale teraz to się wydaje niedorzeczne hmmmmm....;)

      OdpowiedzUsuń
    5. czyli wszystko dobrze a nawet lepiej :) to kiedy drugie bobo ? ;)

      OdpowiedzUsuń
    6. Mi również niezmiernie miło było Was zobaczyć i poznać :) A co do Cup&Cake to też ostatnio tam trafiłam i już nie raz wróciłam po jeszcze ;p
      Ps. Proszę o namiary do Pani od nauki wiązania chust na maila kogielmagiel@gmail.com

      OdpowiedzUsuń
    7. Kobieto: drugie - się zobaczy, majaczy gdzieś tuż za linią horyzontu póki co ;)

      Jagoda: już poszło :)

      OdpowiedzUsuń