- Okrąża mnie kiedy siedzę (na własnych nożętach), staje za mną i usiłuje mi wleźć "na barana", albo klepie obiema rączkami, pokrzykując: "pecy, pecy!".
- Kiedy pytam czy życzy sobie tego lub owego - bardzo głośno, wyraźnie i radośnie odpowiada "Tak!" (z obowiązkowym kiwnięciem główką i obłędnym uśmiechem) lub "Nie!" (z kręceniem i takim samym wyrazem twarzy). Czyni to tak stanowczo, że nie śmielibyście się z Nią kłócić :D
- Kiedy wieczorem, w łóżku, ma już dość kulania między Nami, zarządza: "Pać!", czeka aż odchylę kołdrę, układa się na boku, po czym komunikuje: "Mleko!". I wszystko jasne :D
- Sklasyfikowała wszystkie babcie jako jeden gatunek, który robi to, co sobie wnuczka życzy. Doświadczenia poczynione głównie na moich antenatkach przeniosła na Świekrę (moją, własnej się nie dorobiła jeszcze) i podczas Dniowo-Babciowej wizyty kazała się nosić, pokazywać światełka, majtać firanką i ogólnie zabawiać na wszelkie sposoby. Nieco zaskoczona Babcia (która ma z Wnuczką nieco rzadszy kontakt) - jak to babcia - dała się Dziewczęciu owinąć wokół maleńkiego palca.
- Karmiąca się metodą BLW Dziewczyna papkę na oczy widziała jedynie podczas konsumpcji zupy-kremu. Ostatnio otworzyliśmy sobie na kolację słoik musu z jabłek (bezcukrowy, własnej produkcji). Dziecko wzięło łyżeczkę i... koncertowo wypluło, czyniąc z ust końcówkę rozpryskującą. Strach się bać co by było, gdybyśmy próbowali innej metody ;) (Zaznaczam, że jabłka Niedźwiadka lubi w ogóle, a te były pyszne).
- Gada jak najęta. Po polsku i po Orzemu. Z mimiką i gestykulacją, że głowę dasz sobie uciąć, że wie co mówi, tylko odbiorca jakiś niedouczony, po ludzku nie rozumie. I potrafi tak pół godziny. Boska jest. Parę razy chciałam Ją nagrać, ale niestety, jak widzi aparat, to krzyczy "oko, oko!" i chce się oglądać na wyświetlaczu :/
- Po dzieciach kuzyna (tych od wózka) odziedziczyła pudła ciuchów i zabawek. Większość przekazaliśmy dalej, bo delikatnie mówiąc nasze gusta się nie pokrywają, ale pozostał hicior nad hiciory: czerwony, pompowany renifer do hopsania. Ochrzczony szlachetnym imieniem Remigiusz jest ukochanym obiektem młodocianej Amazonki.
![]() |
Szarża na reniferze albo nowatorskie ujęcie Walkirii. |
- Drugim odziedziczonym rekwizytem jest pół-miękka lalka typu "bobas", realistycznych rozmiarów. Zatrzymaliśmy ją w celu wypchania kocim żwirkiem (żeby dociążyć) i wykorzystania jako pomocy do nauki chustowania. Młoda najpierw się jej nieco obawiała, bo Kacper miał wmontowany mechanizm wrzeszcząco-płaczący, ale kiedy już Przemko wypruł mu elektroniczne bebechy, a Aurora ustaliła, że jakby nie naciskać na brzuszek - i tak lala nie przemówi, oraz odkąd przebrałam jejmościa w stare orzyne ciuszki - jest Jej wielką miłością. Hołubiony, tulony, całowany, karmiony (również moją piersią), okrywany kocykiem, strofowany za zgubienie czapki i wleczony wszędzie. Ora domaga się również, by sadzać go za Nią na Remiku. Całkiem nieźle wklinowuje się między Nią a ogon, ale przy galopie nie wytrzymuje napięcia ;)
![]() |
Aurora i Kacper na Remigiuszu |
- Namiętnie daje "cieś", czyli rączkę na przywitanie. Najpierw jedną. Potem drugą.
- Szuka pępka. U siebie, u Taty i u mnie. W ostatnim przypadku najpierw klasycznie - podciągając bluzkę. Potem nurkując, od strony dekoltu. Myśli, że zniknie, czy jak?
- Kiedyś pokazałam Jej jak pachnie mięta (hoduję w skrzynce, na oknie). Powąchała, po czym zjadła. Odtąd kiedy koło niej przechodzimy pociąga noskiem i żąda kolejnej porcji :D
- W dom piętrzą się kartony szykowane do przeprowadzki. Dziś Dziecko zapragnęło wleźć do największego. Spędziła tam rozkoszny kwadransik - cała szczęśliwa. Zaoponowała przeciwko dokwaterowaniu Jej Puchata. Zażądała zaoprowiantowania w wafelki. Wylazła dopiero, jak Matka chciała (bez Niej!!!) udać się do kuchni.
Chyba zostałam "wózkarą" bez wózka.
Otóż ostatnio wymuszam. "Na dziecko" wymuszam. Konkretnie miejsce siedzące w tramwajach :D
Z Dzieckiem na plecach porusza się człowiek jednak nieco inaczej. Dodatkowo ma mniejszą kontrolę nad interakcją Dzieć - reszta świata. No i na siedząco jest ogólnie bezpieczniej.
Kiedy więc ostatnio wchodzę do zatłoczonego pojazdu, w którym wszyscy siedzący uporczywie wpatrują się w szybę/własne kolana (tym z książkami wybaczam ;) ) - namierzam natychmiast miejsce oznaczone znaczkiem matki z dzieckiem, po czym atakuję jak kobra (Która połknęła średniej wielkości owcę. Że to nie kobra była, i że słonia? Oj tam, oj tam.).
W jednym modelu mknącym po szczecińskich torowiskach taka plakietka jest nad dwoma miejscami, zwróconymi do siebie. Mknę tam niedawno i zagaduję do dwóch średnio-wiekowo-zaawansowancyh mężczyzn (jeden okno, drugi kolana): "To który z Panów mi ustąpi?".
Muhahahaha :D Jakież to było zrywanie się z miejsca, standardowe "Och, nie zauważyłem Pani" itp. itd.
Czasami po prostu pokazuję paluchem na znaczek. Taka wygodna jestem i roszczeniowa, a co!
Byłam na wizycie kontrolnej u mojego wężo-gina. A właściwie to u jakiejś całkiem obcej ginekolożki, bo - jak się okazuje - mój wężo-gin już nie będzie pracował w mojej ulubionej poradni. Zastąpi go albo znany mi doktor (przypadkiem mąż mojej znajomej z harcerstwa :D), albo owa właśnie niewiasta. O ile pierwsza opcja nie budzi moich żadnych zastrzeżeń, o tyle druga jest mi wybitnie nie na rękę! Z przyczyn, których nie umiem merytorycznie uzasadnić, nie mam zaufania i nie lubię kobiet-ginekolożek. No nic nie poradzę po prostu, tak mam i już.
W dodatku babeczka zraziła mnie kręceniem. Konkretnie zapytałam, czy lek, który mi przepisuje nie koliduje z karmieniem. Na co ona, że ona jako lekarz nie może mi powiedzieć, że mogę karmić i go brać, ale że w zasadzie myśli, że nie ma wpływu. !!!???
Dzięki wszystkim bóstwom, które akurat słuchają, za doradczynie laktacyjne (Małpo - dzięki nieustające).
W tym momencie asystująca jej pielęgniarka (przypadkiem znajoma mojej Mamy, a więc i mnie znająca) zapytała z brwią zmarszczoną:
- A ile Ona już ma?
- 14 i pół miesiąca.
- No to może już czas odstawić?
- Wolę poczekać, aż sama się odstawi.
- No nie wiem. Może być tak, że nie odstawi się w ogóle.
- Nieee, wie Pani, osiemnastolatki już nie chcą pić z maminego cycka.
- Nie, no aż tak to nie. Ale mogą być problemy potem.
- Wie Pani co, ja jestem niereformowalna, nie warto mnie nawracać.
Czego i Wam życzę ;)
P.S. Hasło uliczne dla Szczecinian na dziś: A żeby ich stonka zeżarła!
P.S.2 Przez sen też gada i się chichra :D
P.S.3 Startujemy, więc wiecie co robić :)
SMS o treści A00298 Na numer 7122
Ora jest obłędna!!!
OdpowiedzUsuńOra jest boska!!!
OdpowiedzUsuńJa też niereformowalna jestem - I'm sorry :P
ps3 - zagłosowane! :)
My mamy Ryżego Rumaka z tej samej serii :)
OdpowiedzUsuńAleż ona jest świetna! A uśmiech do foty na reniferze strzela identycznie jak mój Kosta :)
OdpowiedzUsuńUrocza :-D ide słać smsa :-*
OdpowiedzUsuńOnet.pl: Oddales glos na blog chabazie.blogspot.com w Konkursie Blog Roku 2012. Zapraszamy do glosowania na inne blogi.
OdpowiedzUsuńPoszło :-D trzymam kciuki !