wtorek, 5 listopada 2013

W odwiedziny

Tak, byliśmy na cmentarzu. Ba, na Cmentarzu! Cmentarz naprawdę mamy wyjątkowy, o czym już pisałam była.

Nawet zdjęcia wrzucę, nie widząc w tym absolutnie nic niestosownego.
Bo, choć przełom października (dopiero PO 29) i listopada celebruję jako czas refleksji i zadumy, to jednak zadumy raczej pogodnej.

Ten jesienny (a w tym roku w pięknym słońcu) spacer, wśród miliona barw, tańczących płomyków i tłumów ludzi (tych, co przepychają się dookoła, i tych, co nieporuszeni trwają w ciszy i tych, którzy na powrót stają się ziemią pod Twoimi stopami) to w końcu odwiedziny u kogoś bliskiego. I choć podszewkę ma z tęsknoty, to jest okazją, furtką, by poczuć tę obecność, niepochwytną dla zmysłów, tę bliskość z oddali.

Wędrowaliśmy więc po Cmentarzu (a marszrutę, z powodu rozstrzelenia grobów rodzinnych mamy nielichą), szurając nogami w liściach, pogryzając suszone banany i daktyle i raz na jakiś czas przepijając mlekiem (wiadomo kto).

Opowiadaliśmy Orze o grobach ("Co to?"), o tym że tu leżą ciała ludzi, którzy umarli, o tym czyje są groby, na których kładziemy kwiaty i zapalamy lampki. I kim ci ludzie byli dla Niej.

Wiem, że w tej chwili bodaj nic z tego nie rozumie, ale mam takie poczucie, że to są takie ziarenka, które wykiełkują kiedyś, w przyszłości. że sięgnie po nie, kiedy będą potrzebne. Że pewne rzeczy będzie po prostu wiedziała, nie wiedząc skąd.

Ja na przykład nie pamiętam, kto mi powiedział pierwszy że to na niebie to słońce, a takie zielone na ziemi - trawa. A przecież wiem. Sądzę, że to ten sam gatunek wiedzy, więc mówię.

(Święta na H nieodmiennie nie obchodzimy. Pukający do nas zbieracze dostawali info, że jak przyjdą w święta w strojach kolędników - to mogą liczyć na dobry połów, bo teraz, to nie bardzo.
Mam kwalifikacje na wiedźmę, zawsze to wiedziałam :D)
Pin It Now!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Laktopowitanie bez kompleksów

Ora, z rozbrajającym uśmiechem, na widok mojej piersi, rozbieranej ze stanika (na Jej życzenie):
- Cześć sutku mały!
No, gdyby nie problemy z zakupem mojego rozmiaru bielizny, to bym jako żywo w kompleksy wpadła ;)
Pin It Now!

niedziela, 3 listopada 2013

Mówiłam!

Przed wyjściem na basen wyjęłam z szafy kostium Ory, żeby go spakować do torby. Przyuważyła i naturalnie stwierdziła, że to doskonała torebeczka (bo ma uszy - szelki), toteż zaczęła z nim łazić po mieszkaniu. Powiedziałam Jej, że kostium trzeba spakować, bo inaczej nie będzie się miała w czym kąpać. Usłyszałam, że "Idem kupić chlebek!" i tyle go widziałam.

Kiedy już NAPRAWDĘ trzeba się było pakować i wychodzić, okazało się, że "torebeczka" zaginęła w akcji. No dobra, bez przesady. Wiedziałam, że może być albo w pudle z klockami, albo skotłowana w kocu. Ale Właścicielka nie wiedziała. Powiedziałam, żeby poszukała kostiumu, bo nie będzie miała w czym iść na basen. Najpierw wygodne Dziecię próbowało mnie namówić, żebym sama poszukała. Niestety oznajmiłam Jej, że aktualnie pakuję ręczniki i nie mogę. Przypuściła szturm na Tatkę, który (co za pech) właśnie pakował klapki. Zaczęła więc poszukiwania w miejscach, w których jako żywo z "torebeczką" się nie pojawiała (kuchnia, łazienka, szafa w przedpokoju). Mimo moich kilku sugestii, że może z klockami spakowała do pudełka, uparcie twierdziła (z rozkładaniem rąk), że tam "nie ma!".

W końcu Przemko otworzył pudło i wydobył zgubę na światło dzienne. Aurora powitała ten niespodziany fakt okrzykiem, pełnym wyrzutu:

- Mówiłam - jest!
...
.........
........................
Kurtyna.
Pin It Now!