czwartek, 17 kwietnia 2014

Wiosenne rozwijanie

Dawno nie pisałam o córczynym rozwoju i to bynajmniej nie dlatego, że nie ma o czym.

To jak się wyraża powala nas na kolana. Podłapuje słowa błyskawicznie. Słownik ma przebogaty (kepuć stał się już wprawdzie keciupem, a maślerz moździerzem, ale i tak jesteśmy zachwyceni). Stosuje też kreatywną gramatykę. To w końcu naturalne, że skoro jest orzeł, to nie ma orzeła. Znaczy to, że wnioskuje o zasadach ogólnych (drobiazg, że w tym wypadku nie do końca zgodnie ze stanem faktycznym). Do Jagody mówi Jagudo (może dlatego, że to córka Cioci Gudi ;) ). A do Cioci - Ciocio :D. W ogóle adoptowała całą Jagodową familię i każe ją sobie na rodzinnych portretach umieszczać, zaraz po Sobie-Mamie-i-Tacie, a przed Babcią Iwonką (!). Z niewiadomych przyczyn trwa w przekonaniu, że mówiąc o sobie należy używać formy "robim" (jak w "ja zrobim zakupy" np.).

Jej wyobraźnia jest niewyczerpana. Płaczę nad każdą niezapisaną opowieścią, nienagraną piosenką. Są sensowne (albo nie), logiczne (albo nie) i bardzo różnorodne.
Moja ulubiona pieśń brzmiała mniej-więcej:
"Mama, Tata, Mama, Tata,
Mama, Mama, Tata, Mama,
Tata, Mama, Mama, Tata,
Tata, Mama, Tata, Mama,
Mama, Mama, Tata, Mama."

(ale nie jest to klasyka orczynego gatunku, raczej swoisty ewenement).

Jej zabawy, wymyślane fabuły angażujące wszystkich i wszystko w zasięgu wzroku, wykorzystujące materiał zasłyszany, przeczytany, widziany i wymyślony,  Jej umiejętność nadania jednemu przedmiotowi miliona symbolicznych treści, och, kładą na łopatki.

Ma niesamowitą pamięć do słów, faktów, kontekstów.
Jest dowcipna.
Jest słodka, kochana, czuła, bez skrępowania i wylewnie wyraża uczucia. Wobec wszystkich.
Wszystkie.
 
Komunikuje się doskonale z otoczeniem. Z nami, z dorosłymi i dziecięcymi znajomymi. Zapamiętuje imiona, miejsca, relacje między ludźmi.

Bardzo intensywnie ćwiczy poczucie własności. Pojawiają się ostre kłótnie na temat "to moje", wyrywanie z rąk i ogromny płacz, kiedy nie może dostać czego chce.

Jest nieustraszona.

Uwielbia sprzątać, odkurzać, zamiatać, myć naczynia, układać. Z całą pewnością po Tatusiu.

Uwielbia gotować,  piec i podawać - tak potrawy prawdziwe, jak wyimaginowane. Oczywiście po Mamusi.

Uwielbia śpiewać i tańczyć i słuchać muzyki. Po naszej wizycie w filharmonii pewnego razu na spacerze stanęła na środku parkowej alejki z dwoma patykami, po czym zaczęła "grać" na skrzypcach i śpiewać (o "mamie na drzewie, która zawsze tam jest, na drzewie"), a kiedy przechodzące starsze panie zaczęły Jej bić brawo ukłoniła się w pas, z pełną świadomości powagi sytuacji miną.

Uwielbia rysować i malować. Naklejać naklejki. Lepić.

Układa kilkuelementowe puzzle (z Autami). Wymiata w memorkę.

Ma zacięcie ogrodnicze (wczoraj np. posiałyśmy groszek, nasturcje i rzeżuchę, a parę dni wcześniej przesadzałyśmy fiołki, które kiedyś nazwała "kwiatołkami" i stokrotki).

Wie dokładnie co lubi, a czego nie, czego chce, a czego nie, i nie waha się tego dobitnie komunikować.

Kojarzy fakty wprawiając nas niejednokrotnie w osłupienie.

Wszelkie kotłowanki, przewracanki, mocowanki po prostu ubóstwia.

Książeczki... taaak... Beznadziejny przypadek obciążony genetycznie po obojgu rodzicach. Wiecie, rozumiecie.

Otacza opieką swoje lale i misie alias córeczki i synków, względnie dzidziusiów. Karmi oczywiście piersią. I nosi w chuście.

Rowerek biegowy póki co jest prowadzany po parę metrów, bez sadzania pupy na siodełku, po czym porzucany :(

Kocha się bujać na huśtawkach, hamakach, w kocu, na rękach.

Wspina się jak kozica na co popadnie.

Używa (nie specjalnie precyzyjnie, ale jednak) noża i nożyczek.

Używa form grzecznościowych (sama, z własnej woli, nigdy nie uczona): "Przepraszam Cię Tatusiu, czy mogę przejść?".
Chyba że nie chce.
Raz nie powiedziała Prababci Marysi "Dzień Dobry" (zawsze mówi). Babcia najpierw się dopominała, potem nawet obraziła. Im bardziej Babcia nalegała - tym bardziej Ora nie miała zamiaru.

Chusty (echhhhhh :( ) leżą w szafie i czekają lepszych czasów (czasem jeno robią za hamak), ale kripsak wciąż w użyciu.

Pyta o litery i cyfry.

Określa kolory (poprawnie 3-4 na 5 :D).

Segreguje i kategoryzuje.

Kiedy jest głodna pyta: "Co mi dasz do jedzenia?".

Niekiedy miewa preferencje co do stroju, ale na ogół nie jest wybredna.

Zaprzyjaźnia się z nakładką na sedes (nie ciśniemy, póki się ciepło nie zrobi).

Lubi robić zakupy.

Wyprawia dzikie brewerie z Niko - małym, szczekającym i lekko postrzelonym maltańczykiem Jagody. Namiętnie zagłaskuje wszystkie koty, jakie się akurat napatoczą.

Nie lubi pasów samochodowych.

Uwielbia przebieranki w apaszki, chusty, buty Mamy lub Taty, czapki, szaliki.

Mówi co będzie jak będzie duuuuzia.

Kiedy budzi się rano "kokosi się" chwilę ze mną w łóżku. Każe się głaskać i całować rączki i stópki. I mówi "Tak mi miiiiłoooo" z rozbrajającym uśmiechem.
Nie lubi chodzić spać.

Lubi mleko.

Sama (albo prawie) wkłada spodnie, majteczki, luźne bluzki. Rozbiera się ze wszystkiego po za bodziakiem. Chyba, że guziki staną na przeszkodzie.

Lubi się bawić w chowanego.

Nadal ma sentyment do koparek. Sama też lubi kopać w piasku.

Czasem,  kiedy się kładziemy, pije mleczko (nieodmiennie smyrając Tatę stopami), a potem wtula się we mnie pleckami i mówi "Popatrz ze mną na światełko". I patrzymy na podświetlony nawilżacz, gdzie w wodzie połyskują bąbelki powietrza, a u góry unosi się mgiełka. Aż oczka zaczną się Jej zamykać, zamykać, zamykać. I zaśnie.

A potem słucham, jak śmieje się przez sen.

Kreatywne użycie kolorowanki. Obrazek malowany pod dyktando Ory. Od lewej: Smok Szczerbatek, ogniem ziejący, Niedźwiedź Brzuchacz, Renifer Chichotek i Wiking Tappi.
W tej oszczędnej formie Orka zawarła (zgodnie z Jej zapewnieniami) zaskakująco wiele, m. in. rzekę (Regalicę) z rybami.
Smarujem chlebek.
Hamak Podstol(i)ny (z chusty naturalnie)
Kreacja własnego pomysłu, z dwóch chust (w sumie jakieś 9m) oraz Kasia zamotana w szalik na plecach (kreatywne podejście do "plecaka prostego" ;D).
Pierwszy w życiu bałwan! Wykonany ze Starszym i Młodszym Agi.

Dzień Kobiet na Błoniach - kakao z Cafe Rower
Szczecińskie krokusy
Z Tatką, w hamaku, u Jagudy ;)
Z niewiadomych przyczyn Ora darzy tę latarnię wielkim uczuciem i nie może przejść mimo, jeśli jej po drodze...
...nie przytuli. (Faktem jest, że latarnia ma nieoddawalny na zdjęciu, a przepiękny odcień turkusu, spod którego dekoracyjnie przebijają plamy rdzy, ale nie wiem czy właśnie o to Jej chodzi.)
Pierwsze, poważne (i gimleowe) saneczkowanie.
Aurora i nowowarpieński kot



"Nie ruszę się! Tak będę leżeć!"

Pin It Now!

2 komentarze:

  1. ojej, my też "robim", "bawim" i "smarujem":) ciekawe co na to językoznawcy;)

    OdpowiedzUsuń