piątek, 5 lipca 2013

Brawooo! Sławaaa!


 Noc Kupały na Zamku w Szczecinie

Takiej Kupalnocki jeszcze nie było! TŁUMY! Świetna atmosfera. Wściekły upał. I Una Igulsdóttir Wzbudzająca powszechny zachwyt (jaknajbardziej słuszny!) i zainteresowanie, oraz rozkręcająca dziką imprezkę taneczną.
Ale po kolei :D

Gimlea to ród (a nie grupa bojowa). Kładziemy więc nacisk nie tylko na odtwarzanie walk i uzbrojenia, ale elementy życia codziennego. Prawo gościnności było sprawą niezmiernie istotną tak dla Słowian, jak i Ludzi Północy. By więc należycie ugościć "stonkę turystyczną" przygotowałam (tradycyjnie już) orzeźwiający napój "Oddech Frei" (ojjj, przydał się), kołacz kupalny, na gryczanym miodzie, z twarogiem i suszonymi morelami, i chleb z kozieradką, wędzoną słoniną, czarnuszką i lubczykiem (przepis wkrótce).

Kołacz zniknął, zanim impreza na dobre się rozpoczęła.  Drugiego dnia upiekłam więc kolejny. Nie doczekał południa :D:D:D Zresztą chleb też długo nie poleżał :D

Tylko "szczurów" nie chciało mi się smażyć. Za to Soma (Kaszydło) przywiozła czereśnie z naszej działki, które jak się okazuje, stają się powoli naszym kupalnym znakiem rozpoznawczym.

Do wczesnego popołudnia upał był morderczy. Chroniliśmy się w cieniu. Jednak potem wojowie musieli ruszyć do bitwy.
Jarl Igul
Poległy
Kobiety w obozie plotły sznurki, bawiły (się z) Dziecko i ugaszczały gości. A jedna rzucała runy.
Osobiście zawsze raczej z pobłażliwością podchodziłam do rozmaitych wróżek. Zajmując się runami widziałam w nich bardziej pewien uniwersalny zestaw znaków, niż narzędzie magii dowolnego koloru. Lubię symbole, szyfry, znaki, lubię zabawę znaczeniami.
Stąd za każdym razem od nowa zadziwia mnie fakt nie tyle samego zainteresowania runami, co bardzo poważne ich traktowanie przez odwiedzających nasz obóz. Za każdym razem muszę tłumaczyć, że to odtworzenie pewnego elementu kultury, i że kawałki drewna NAPRAWDĘ nie wiedzą nic o przyszłości. Mimo to ustawiają się kolejki do wróżenia.
Lubię kontakt z ludźmi, a runy (jak każdy zestaw symboli) bardzo "nakręcają" komunikację. Ale czasami zastanawiam się, czy niektórzy naprawdę nie traktują tego zbyt serio. I czasami odmawiam, jeśli widzę, że dana osoba widzi we mnie "wieszczkę" a nie odtwórcę.
Patrząc w runy tak naprawdę patrzysz do środka własnej głowy. Nie ma w nich nic więcej, niż jest w tobie. To ty sam tłumaczysz sobie symbole i dopasowujesz do swojej rzeczywistości. To twoja podświadomość przez nie mówi. I nic po za tym. Równie dobrze możesz patrzeć w niebo :)
Z drugiej strony...
Na poprzednim Wolinie zjawił się w naszym obozie młody człowiek, któremu wróżyłam rok wcześniej. Podobno powiedziałam mu (sama nie pamiętam), że w jego runach widzę szczęście i zachętę do działania. Oświadczył się i jest szczęśliwym tatą. Znajomy rekonstruktor "rzucił" na moją płachetkę samodyscyplinę i konieczność wzięcia się do pracy. W trzy tygodnie skończył pisać pracę (nie pamiętam mgr? inż?) i obronił z powodzeniem. Znaczy chyba, że nie jest źle :D
Jakiś troll za mną łaził ;)
Ora, wystrojona w lny, paciorki, krajkę z dzwoneczkiem i ozdobione dzwonkami buciki (Wykonane Tatoręcznie. Śliczne!) była cudna. Wszystko Ją interesowało. Nie bała się tłumów, hałasu, w ogóle niczego i nikogo. Zamek był Jej. Zamkowy personel założył Jej regularny fanklub. Pan Konferansjer, który obchodził stoiska i zagadywał odtwórców, naszedł nas był akurat, kiedy Młoda pochłaniała obiadek. Najpierw zamierzał zagadnąć mnie (a jakże) o runy, ale jak zobaczył Unę Igulsdóttir drewnianą łyżką (jak stwierdził "większą od Niej") wpylającą, z apetytem i satysfakcją, jaglankę z wędzonką, czosnkiem, koprem i grzybami (no dobra, aromatem grzybów, bo same grzyby Jej wybrałam) zaniemówiłbył na moment, po czym  jął wypytywać o zawartość drewnianej miski oraz fakty z życia Małoletniej, a także widocznie zapłonął uczuciem wielkim do Tejże (W końcu jak Kupała, to Kupała. W razie czego Igul ma topór w gotowości ;) ).
Znużona upałem
Wbrew pozorom nasza niewolnica tę konkretną pracę wykonuje na użytek własny oraz z własnej, nieprzymuszonej woli. Ona zawsze tak wygląda ;)
Drugiego dnia pokusiłam się o rekonstrukcję fryzury z figurki walkirii. Tej konkretnie:

I jak?
Teraz szukam kogoś, kto uczesze mnie na Wolin :D
To nie lakterroryzm, ani ostentacja. Tak karmili wikingowie :D
Czy wasze dzieci też próbują podnosić brukowce, żeby dostać się do piasku w celu lepienia babek?
Po południu na scenie grały różne zespoły muzyki dawnej. Orka była wniebowzięta. Na zmianę, po kolei chodziliśmy z Nią pod scenę, żeby mogła podrygiwać, bujać się na naszych rękach, skakać, wspinać się na współtańczącego, śpiewać, pokrzykiwać, tupać i klaskać. Nie chciała stamtąd iść, a zabrana "naręcznie" w momencie postawienia na własnych nóżkach robiła w tył zwrot i gnała w stronę dźwięku.
W końcu Igul posadził Ją na scenie. Posiedziała chwilkę, po czym wstała i poszła w tany.
ALE JAK!!!
To nie był zwykłe podrygiwanie pupą. Tupała, skakała, pląsała, robiła kółeczka, wymachiwała rączkami. Za Nią na scenę wtargnęły inne dzieci (wszystkie starsze na oko sądząc), a Ona tańczyła. Bite dwie godziny. Szalała. Była iskrą, ogniem, była samym wcielonym Życiem. Idun i Nanną. Po każdej piosence klaskała, wołała "Bawoooo! Sawaaa!", potem krzyczała "Jesce, jesce! Musikaaa!" i tańczyła dalej. Nie dawała się zabrać. Parę razy zmęczona położyła się (na scenie, a jakże) na przyniesionej ze sobą króliczej skórce (zaprzyjaźniły się na imprezie) i udawała, że chrapie. Po czym znów tańczyła. Zespół przestał być ważny, bo wszyscy patrzyli na Nią i Ją oklaskiwali. Została niekwestionowana gwiazdą imprezy, duchem Nocy Kupały :)
To udało mi się zarejestrować pod koniec Jej szaleństw.

Jadąc na noc (póóóźno) do domu wciąż pokrzykiwała: "Musikaaa! Jesce!" Po czym padła jak kawka.
A następnego dnia było tak samo.
Pestki dla Mamy. Jeśli dzieci istotnie dzielą się na czyste i szczęśliwe, to tego dnia Una kwalifikowała się zdecydowanie do tej drugiej grupy :D
Cieżki jest los niewolnicy ;) Zwłaszcza z taką miną :D

Igul i Una Igulsdóttir

To NAPRAWDĘ była tylko mięta z jałowcem!
Trzeba uczyć młódki.
Żywia :)


Zdjęcia pochodzą od krewnych i znajomych oraz nieznajomych królika, którym wszystkim z tego miejsca serdecznie dziękuję, oraz z naszej własnej produkcji :D
Pin It Now!

11 komentarzy:

  1. zazdroszczę Wam takiej pasji! Cudownie! Chętnie bym to zobaczyła "na żywo" :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to na Wolin przybywaj :D Ugościmy czym chata (no dobra, namiot) bogata :D

      Usuń
    2. Namiot bogaty mają w nim naprawde miekko :D

      Usuń
  2. całe szczęście, że słowiański ród ma dostęp do techniki, bo w przeciwnym razie nie było by tej dokumentacji:) A Aurora w tańcu jest nie do pokonania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wikiński też :D bo my nie słowiańscy w sumie :)

      Usuń
  3. AAAA!!! Dołączam do fanklubu! To jest niesamowite jak takie maluchy tańczą, 100% swobody i ekspresji:)) Ciekawe, że poruszanie się do rytmu jest jedną z takich "pierwotnych" umiejętności:) Stach też uwielbia tańczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wpadnijcie na Cedynię w przyszłym roku :D Blisko Was w końcu :)

    Takie pytanie odnośnie fryzury, jeśli można - jakie masz długie włosy? Na moich kombinowałam z "fryzurą Walkirii" jakiś czas temu, ale się węzeł nie trzymał. Poczekałam rok żeby urosły - dalej się nie trzyma :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chcieliśmy, i owszem, ale to w czasie naszej Kupały jest :( Po za tym mam cztery nieoszlifowane bursztyny w naszyjniku, a słyszałam, że tam tępią takie odstępstwa od czci i wiary ;)

      Włosy mam po rozpuszczeniu do kolan, ale tą fryzurę swobodnie można zrobić i z krótszych, tylko "sposobem" :D Zwykły węzeł nie utrzymałby się i na moich - sprawdzałam.

      Potrzebny jest rzemień/sznurek i troszkę wprawy, albo ktoś do pomocy.
      Jak znajdę chwilę, to pokażę krok po kroku :)

      Usuń
    2. No proszę, czego to się człowiek dowiaduje... ;) A tak serio - zwracaliśmy przy weryfikacji uwagę na całe naszyjniki bursztynowej sieczki, bo na to nie ma potwierdzeń. Pojedynczych koralików nikt się nie czepia, powiedzmy sobie szczerze - za dużo jeszcze jest dużo bardziej rzucającego się w oczy mroku żeby myśleć o takich szczegółach ;)

      Ogólnie kombinowałam z sznurkiem, ale nie doszłam do tego jak go zawiązać żeby całość się trzymała i wyglądała. Niniejszym czekam na tutorial :)
      Ale udało mi się przynajmniej odtworzyć na swoich włosach fryzurę królowej Bathilde - bardzo fajny patent.

      Usuń
    3. Nie, no zdaję sobie sprawę że otrzymałam wersję przekoloryzowaną :D I podoba mi się takie anty-mroczne podejście, choć nie wiem, czy weryfikację bym przeszła :)

      A co to za fryzura, bo nie słyszałam?

      Usuń