Wróciliśmy (z pięknym polskim akcentem, na trzecią sylabę od końca).
Powiem Wam co lubię. Lubię swobodny przepływ energii międzyludzkiej. Lubię angielsko-niemiecko-polsko-rosyjski mix językowy. Lubię poczucie wspólnoty, płynącej z tej samej pasji, entuzjazmu, głodu wrażeń i emocji. Lubię atmosferę wzajemnej sympatii, pozbawionej typowo polsko-piekiełkowego podgryzania. Lubię zdrową rywalizację, w wyniku której pokonany ściska zwycięzcę ciesząc się jego radością. Lubię obłęd, który powoduje, że niemieckiego kota "kiciam" po rosyjsku (dla zabawy), a do niemieckiego psa gadam po angielsku (bo mi się pomyliło). Lubię nawet chrzanionego koguta (jego nowa ksywa: "Rosół"), piejącego co pięć minut od czwartej do siódmej rano. Lubię Chi Quonga i akupresurę (na własnej skórze przekonałam się, że działa i to nie żadna ściema, placebo i czary-mary - możecie wierzyć mojej sceptycznej naturze). Uwielbiam, kiedy moja praca jest doceniana (szkoda, że bardziej przez dalszych niż bliższych geograficznie,ale jak się bliższych rozpuści, to się ma ;) ).
Cholera, no było cudnie :)
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, czego nie lubię.
Nie lubię przyzwolenia na kopcenie gdzie bądź, nie lubię nie móc pogadać z ludźmi, bo akurat połowa ma pety w zębach. Nie lubię wybitych kciuków. Nie lubię zakwasów po chi quongu zwłaszcza w połączeniu z podejrzanie bolącym brzuchem. Nie lubię jak Mężowi zapala się twarz i nie lubię jak Wiking choruje. Nie lubię, jak wciska mi się kit dla sponsorów, kiedy szczerość wystarczyłaby w stu procentach.
Ale, cholera było cudnie.
Było cudnie, bo - ludzie. Było pięknie.
 |
Paweł i mina będąca kwintesencją tych warsztatów. |
 |
Conga |
 |
Panorama Penzlin w tle |
 |
Theresia - nasza tłumaczka |
 |
Zwracam uwagę na resztki płomienia nad kominem :D II miejsce w zawodach ziania :D |
 |
Ciekawe galotki, czyż nie? |
 |
Kaszydło - no comments. |
 |
Ostrzał wzajemny |
 |
Jak dla mnie najbardziej niesamowita postać warsztatów - Marie. Wulkan dobrej energii, zwierze sceniczne, cudowna kobieta. Thank you Marie. For everything. |
 |
Coś jej wpadło w oko ;) |
 |
Rosół |
 |
Praca ze sprzętem i polarowy, nabrzuszny wytłumiacz hałasu. |
Z innych wieści z placu boju:
- Miała być żyrafa po Tatusiu, będzie raczej kulka po Mamusi. Duża głowa, krótkie łapki. Za to waga w 32 tygodniu: 2 190! Młoda opanuj się przed 4 000, bo mnie pokroją!
- W związku z bólem brzucha napadłam gina, co skończyło się diagnozą: "Nic poważnego, rozwarcie na 1, polegiwać z nogami do góry. I już proszę nie szaleć". No to mam fikać nogami w górze, czy nie szaleć???
- W związku z pluciem Przemko wylądował na tygodniowym zwolnieniu chorobowym. Oboje wprowadziliśmy się na stałe na antresolę i w doliny schodzimy jedynie w przypadku wyższej konieczności.
- W związku z czym z kolei laptop otrzymał tymczasową dyspensę na przebywanie tamuj. Właśnie na nim piszę.
- Wygraliśmy konkurs na blog sierpnia na przedPORODEM.pl :D:D:D Bardzo nam miło.
- Dziecko Syna Jana (Jonson's Baby) zaproponowało mi udział w swojej Akademii dla blogerek. Naturalnie nie odmówiłam.
P.S. I jeszcze kilka:
Pin It Now!
nie wiem czy tą wagą to się warto przejmować. Jak po każdym mierzeniu pytam gin na co się zapowiada to zawsze odpowiada, że na średniaka czyli między 3,5 a 4kg. I bliższych danych brak. A jednak dla mnie 4kg to grubo powyżej średniej ;)
OdpowiedzUsuńCo do zdjęcia "Kaszydła" - tak potrafią zrobić tylko ludzie, którzy byli karmieni piersią ;) butelkowi trąby nie zrobią :P
OdpowiedzUsuńGratuluję wygranej i zazdroszczę Syna Jana :P
Zwijanie jezyka jest uwarunkowane genetycznie. Moje chłopię karmione KP za nic nie zwinie języka w trąbke, a ja niestetym butelkowa a potrafię;)
OdpowiedzUsuń