Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2015

Wytrawne słodycze albo filozofia w filiżance

Za każdym razem kiedy chcę napisać kolejną notkę do tego cyklu one przepychają się jedna przez drugą, tłoczą na półce i same pchają do rąk. Czasami rozpacz ogarnia, że tyle ich jest, takich wspaniałych, a nie o każdej zdążę napisać. Ba! nie każdą zdążę przeczytać. A tyle mam jeszcze w pamięci ze swojego dzieciństwa (pięknych i wspaniałych), których nie mogę po latach odnaleźć i nie przedstawię ich Progeniturze. Czysta rozpacz!

Ta akurat należy do gatunku bardzo nienachalnych i niejednoznacznych. Kiedy Ora ją dostała (a ja przeczytałam) zastanawiałam się nawet przez chwilę, czy to książka dla dzieci. Z drugiej strony - mówimy nie etykietowaniu, przypinaniu łatek, no i - skoro my z Przemkiem możemy się delektować literaturą dziecięcą, to czemuż by Ora nie mogła sięgać i po poważniejsze pozycje?

W "Księciu w cukierni" niejednoznaczne jest wszystko. Ilustracje niezrównanej Joanny Concejo - subtelne jak porcelanowa filiżanka, słodko-gorzkie, niby spłowiałe, a muśnięte całą tęczą delikatnych barw, niby zabawne, a jednak melancholijne. Strony, które w rzeczywistości są sześcio-(i pół jak właśnie przeczytałam na stronie wydawnictwa)-metrową harmonijką, której połowa (porośnięta czterolistnymi koniczynkami) czeka na inwencję twórczą czytelnika. Duży Książę w dziecięcym ubranku z przedwojnia, ale z wąsem. Przeurocza i pełna wdzięku Kaktusica całkowicie, zdawałoby się przyziemna i prozaiczna, a jednak doskonale wpasowująca się i celnie kontrapunktująca filozoficzne monologi i rozważania swojego hmmm? Współpożeracza słodyczy. Do tego krawat przechodzący w faworki, rajd na tandemie wokół talerza z ciastkami, wielki kudłaty niedźwiedź, kwietny krzew, plisy, róże, koronki - surrealistyczny sen w stylu vintage.
No i historia - o szczęściu, a jednak pełna niedosytu i zatroskania, poetycko ujęta fenomenologia ludzkich uczuć przeplatana debatami nad wyższością pączka nad bajaderką. Rozpięta między świadomością przemijania a absolutnym byciem tu i teraz. Fantastyczna!

Ta książka jest przygodą i interesującym doświadczeniem tak dla dorosłego, jak i (sądząc po reakcjach Ory) dla dziecka. Pojęcia nie mam co i jak rozumie z niej moja Córka, ale wraca do niej z pewną regularnością (to nie jest tak, że Ora lubi wszystkie książki - po prostu ja piszę tylko o tych, które lubi) i o ile na początku głównie interesowało ją rozkładanie stron na pełną długość i analiza ilustracji, o tyle z czasem zaczęła przejawiać dużo większą fascynację warstwą tekstową.
Jeśli szukacie inspiracji do wspólnego filozofowania to naprawdę jedna z lepszych pozycji.

"Książę w cukierni"
Marek Bieńczyk
ilustracje: Joanna Concejo
Wydawnictwo Format

Pin It Now!

poniedziałek, 20 lipca 2015

Skacząca z żabami, czyli co zielenieje na półce...


Dzięki chrzestnym Aurory, własnemu nałogowi, trzem kartom bibliotecznym oraz różnym krewnym i znajomym królika mamy na półce dziesiąąąąąątki cudownych książek, które chciałabym Wam polecić.

Głęboko niesprawiedliwe mogłoby się więc wydawać, że po raz kolejny tak szybko piszę o książce autorów już tu polecanych.

Ale naprawdę, uwierzcie - nie miałam innego wyjścia. Za to w ramach rekompensaty dodam jeszcze dwie, o zbliżonej tematyce ;)


"Opowiem Ci mamo co robią żaby" jest równie, absolutnie, niezmiernie cudowna co jej mrówcza poprzedniczka.

Uroda, dowcipność i przyrodoznawcza poprawność  każdej ilustracji, bogactwo przedstawionych gatunków, mnogość wątków i detali na pierwszym, drugim i dziesiątym planie, achhhh...

I tu po za gatunkiem wiodącym występuje (nie wymienione być może z nazwiska, ale narysowane tak, że nie sposób się pomylić) mnóstwo bohaterów roślinnej, owadziej, ssaczej, rybiej, płaziej i innej proweniencji.

Złowieszczy cień Rzęsorka Rzeczka... Wiedzieliście, że mamy w Polsce jadowite ssaki???
Gąbka Słodkowodna - za pierwszym słuchaniem nie wyłowiłam jej w gąszczu informacji i - kiedy Ora zaczęła mi o niej opowiadać - myślałam nawet, że coś pokręciła. Okazało się, że Dziecię lepszą ma pamięć i bardziej jest uważne od matki :D
Nas stary znajomy Chruścik. Na stronie Faktopedia.pl możecie obejrzeć arcydzieła jakie powstały ze współpracy larw tego owada z artystą Hubertem Duprat.
Orze bardzo podoba się pomysł żabiej modystki :D
Tę książkę można oglądać pięćset razy bez obawy znudzenia się.

Ora czyta Żabie Żanecie (i to do góry nogami).
Żaneta szuka krewnych.
Ale nie koniec na tym. Oprócz żabio-wodnej historii książeczkę okraszono bonusami - a to w postaci gry planszowej, a to dodatkowych wiadomości przyrodoznawczych o przedstawianych gatunkach, a to instrukcji wykonania własnego płaza skaczącego.

Co więcej - kompletnym przypadkiem odkryłam hicior absolutny! "Żaby" zostały sfilmowane! Spokojnie, Kermita ani Żaby Moniki nie ma w obsadzie i żadna żaba nie ucierpiała podczas tworzenia produkcji. Film w warstwie wizualnej wygląda tak, że oko kamery przesuwa się po poszczególnych stronach, zaś w warstwie dźwiękowej miły głos ilustratorki oprowadza nas po żabim świecie.

Orka absolutnie pokochała i tę wersję żabich opowieści, co więcej kiedy kolejny raz sama czytałam Jej wersję książkową, po przeczytaniu przeze mnie tytułu dodała: "Narysowała i opowiada Kasia Bajerowicz" (co świadczy o skuteczności promocyjnej produkcji ;) ).

Podbiał (na górze, ciut z lewej, żółte) na zawsze zostanie dla Ory "kwiatkiem jak słoneczko, z którego robi się pyszny syrop na kaszel" (zrobiłyśmy, a jakże), śledziennicę (jasnozielone, na pierwszym planie po lewej) wyśledziłyśmy na wiosnę nad Jeziorem Goplany razem z całym stadem żab siedzących na dnie stawu i brodzących w strumyku (zielsko wściekle gorzkie, ale zaprawdę pożyteczne, nasuszyłażem była), słonecznice to Ory ulubienice.
Filmowe opisy zawierają całą masę faktów przyrodniczych, o których nie miałam bladozielonego pojęcia, toteż z zachwytem razem z Córką poznawałam wodno-błotne tajemnice.


Z całego kumkającego serducha polecam Wam tę książkę - zaprawdę - jak pisał Poeta: "Więcej takich nam daj, o Amonie!"
Orka też poleca :)
(A tu jeszcze raz link do bloga Skaczącej-Z-Żabami)
http://nk.com.pl/opowiem-ci-mamo-co-robia-zaby/2093/ksiazka.html#.Va1Fmfl-rIV

"Opowiem Ci mamo co robią żaby"
Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Przygodę z autorami kolejnej płaziej pozycji zaczęliśmy od innej książeczki (upatrzonej przypadkiem w bibliotece), mianowicie od "Proszę mnie przytulić". Podobnie jak w przypadku "Opowiem ci mamo..." mamy tu do czynienia z (nierozerwalnym już dla mnie) duetem literacko-ilustratorskim, tworzonym przez Przemysława Wechterowicza, autora przepięknych, ciepłych i mądrych opowieści, a także postać szczególnie mi bliską jako że a) bloguje, b) jest Szczecinianinem (!) oraz Emilię Dziubak (jasne, że bloguje), której ilustracje są takie, takie... całe do schrupania po prostu. Miękkie, przytulaste właśnie, ale nie przecukrzone, smaczne, nasycone a nie przesycone. No i - NAPRAWDĘ (kolejna rzecz łącząca te książki o żabach i nie tylko) - rozpoznacie gatunek każdej gałązki na obramowaniach stron (o ile tylko zechce się Wam dobrze przyjrzeć) - po prostu cudowności!

Niestety historię o misiach trzeba było w końcu zwrócić, za to całkiem niedługo sprezentowano Orze "Uśmiech dla żabki". Książeczkę, która zrobiła furorę z kilku (po za wymienionymi powyżej zaletami) powodów:
- Po pierwsze mówiła o żabce. Co więcej na wyklejce widać było kolejne stadia żabiego rozwoju, co Orę fascynuje od przeczytania "Opowiem ci mamo..." oraz ponieważ niedawno miałyśmy okazję zaobserwować w Jeziorze Szmaragdowym ogromne stada kijanek.


- Dodatkowo książeczka inspiruje do zabawnego zwijania pyszczka, cmokania w czubek pyszczka dziecięcia, promiennego uśmiechania i wydawania całej masy zwierzęcych głosów i innych dźwięków, co tygrysy lubią najbardziej.

(Tu okazja do mlaskania)
Jakby tego było mało tematyka okazała się dla nas bardzo aktualna. Otóż (o czym napiszę niebawem) od niedawna spotykamy się z innymi dzieciakami w Miejscu Demokratycznym, w którym niekiedy Ora (i inne dzieci też) zostają bez mam (To znaczy bez prywatnych, własnych mam. Zostają z cudzymi. Na zmianę.). Toteż historia żabki, która czeka sama na powrót mamy z pracy odwoływała się silnie do ich nowych, intensywnie przeżywanych doświadczeń.


Oczywiście zabrałyśmy "Żabkę..." do Miejsca. Co prawda dla najmłodszych (dwu i pół latków) okazała się nieco za długa (skracałam więc przy czytaniu część o przekazywaniu sztafety z uśmiechem, ograniczając się do wymieniania poszczególnych zwierzaków), nie mniej po pierwszym czytaniu często domagano się powtórek.
http://ezop.com.pl/produkty-dla-dzieci,produkt,usmiech-dla-zabki

"Uśmiech dla żabki"
Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak
EZOP Agencja Edytorska

I ostatnia nasza (póki co) żabia pozycja i kolejny prezent od Wujka i Wujenki (która to ma genialną intuicję w dobieraniu pozycji do Orczynej - i nie tylko - biblioteczki).


"Widziałam jastrzęęęęęęęębia cieeeń..." - urzekł mnie, naprawdę.

Wspaniale minimalistyczna jeśli chodzi o ilustrację, emocjonująca jeśli chodzi o fabułę opowieść, o przeprowadzce ekstremalnej pewnej żabiej pary i  jej 999 sztuk potomstwa. Żabawna (muhahahahaha, jakam ja dowcipna), o wartkiej akcji i momentami zawierającymi głęboką znajomość prawdy życia rodziny z dziećmi (nie koniecznie w takiej ilości).

Bez komentarza...

http://tatarak.com/pl/61-99.html
999 kijanek
Ken Kimura, Yasunari Murakami
Wydawnictwo Tatarak
Pin It Now!

czwartek, 12 lutego 2015

Bezbrzeżne zaufanie

Oglądamy karty "Mam oko na miasteczko". Konkretnie tą:

- (Ja): A co byś zrobiła, gdybyś zobaczyła takiego stwora?
- (Ora): Nie mam pojęcia! (tak, Ona naprawdę tak mówi).
- Ja bym się chyba wystraszyła. Ale też byłabym barrrdzo ciekawa.
- Słuchaj! Nie martw się. Tata nas zaaawsze obroni.

Kurtyna.
Pin It Now!

wtorek, 20 stycznia 2015

Genialna prostota

Wracam do cyklu "zacznij od książki".

Dziś pozycja będąca już chyba klasyką gatunku, i muszę-to-mieciem każdej mamy kilkulatka.
Książeczka niezwykle prosta, wręcz ascetyczna w sferze ilustracji, za to... interaktywna. Naciśnij, potrząśnij, potrzyj, przewróć stronę i zobacz co się stanie!

Swoją przygodę z Panem Tullet'em Ora zaczęła od czytanego razem z Leo i Ciocią Moniką "Turlututu" i pokochała jego styl od pierwszego wejrzenia.
"Naciśnij mnie" zakupiłyśmy na swapie w Niebku. W prawdzie mam wrażenie, że zasadniczo to książeczka dla nieco młodszych dzieci, ale Ora i tak ją lubi, i namiętnie pociera, naciska i potrząsa kolorowe kropy (najśmieszniejsze jest rośnięcie :D).

Jedyne, co mnie razi to dodawane po każdym poleceniu "Świetnie!", "Super!", "Brawo!". Ale po prostu ignoruję je przy czytaniu :D

Teraz ostrzymy sobie zęby na "Kolory", "Książkę z dziurą" i "A gdzie tytuł" :D

"Naciśnij mnie"
Herve Tullet
wydawnictwo Babaryba
Pin It Now!

niedziela, 11 stycznia 2015

Dziecko na Warsztat idzie w Polskę

Są takie zajęcia, do których przygotujesz się perfekcyjnie, zaplanujesz idealnie i...
I dzieciaki stwierdzą, że wszystko fajnie, ale akurat dziś to one wolą skakać po kanapie:



O ile obie mapy Państwa Mizielińskich* zostały obejrzane z zainteresowaniem


A nawet zabawa w góry-morze jeszcze jakoś wypaliła.

Zabawa w góry i morze:
Na mapach zobaczyliśmy, że z jednej strony Polski są góry, a z przeciwnej - morze. Mama prowadząca ma dwa rysunki/symbole/zdjęcia - jeden przedstawia góry, drugi morze.
Przy muzyce ("Prząśniczka" Stanisława Moniuszki* w wersji nieco uwspółcześnionej) dziecioły skaczą, biegają i pląsają. Kiedy cichnie muzyka - prowadząca pokazuje jedną z ilustracji. Na "morze" dziecioły kładą się na brzuszkach i "pływają" żabką, kraulem lub stylem dowolnym. Na "góry" udają wspinaczkę lub podskakują. I od nowa. Starszym dzieciom można wprowadzić podpisy (utrwalanie pisowni).



O tyle później kanapa i kłapiąca kaczka zwyciężyły. Cóż było robić. Podążyłyśmy za dziećmi. Część scenariusza zrealizowałam potem z Orą w domu, część czeka na lepsze czasy.
Jednak Wam opiszę wersję, którą założyłam sobie na początku.

- Domino z książeczki Władysława Bełzy* "Kto ty jesteś?"
- Polonez z figurami (konkretnie jedną - "tunelem") tańczony do muzyki Wojciecha Kilara*



Blok drugi:
- Opowiadanie z książeczki "Pan Kuleczka. Dom." (opisywałam tutaj) pt. "Lampa" oglądanie, zapalanie i wąchanie lampy naftowej. Trzy słowa o Panu Od Lampy

Nie ukrywam,  że miałam duży dylemat z wyborem wiodącej postaci do warsztatu, w którym z założenia miała być prezentowana jakaś wybitna postać z dziejów Polski.
Wybór wprawdzie jest przeogromny, ale zależało mi na kimś kto nie był jedynie "historycznym celebrytą", a jego głównymi osiągnięciami nie były działania wojenne.
Co więcej, chciałam żeby był to ktoś, kto stworzył, osiągnął coś, hmmm... wymiernie pożytecznego. Nie ujmując znaczenia artystom i bojownikom wszelkiej maści - uważam że mocno pomija się w naszej historii postaci nieco mniej romantyczne, mniej krwawe, a mające wielki wpływ na ludzkie życie.
Oczywiście pierwszy "zadzwonił mi" Stary Doktor, ale uznałam że to jednak nie jest opowieść dla dwu- i trzylatków.
Tajemnic radu i polonu sama nie rozumiem na tyle, by próbować je tłumaczyć młodocianym ;)

Dlatego właśnie zdecydowałam się na Ignacego Łukasiewicza.
Przyznajcie się, kto z Was kojarzy o nim cokolwiek oprócz nafty?

Zbierając materiały sama zdziwiłam się jak mało o nim wiem. A postać jest bez wątpienia wybitna i warta popularyzacji. Nie będę kopiowała jego życiorysu, ale baaardzo polecam stronę mu poświęconą: http://ignacylukasiewicz.pl
Od biografii, przez historię jego wynalazku aż do działalności społecznikowskiej (niebagatelnej - np był czymś w rodzaju pierwszego polskiego zakładu ubezpieczeń).

W prawdzie to również historia mocno skomplikowana jak na poziom Smoczej Drużyny, ale jaka radocha z zabawy po ciemku, przy lampie z historią :)

To początek nadrabiania przeze mnie "podróżniczych" zaległości. Niedługo opowiem Wam jak było w Afryce :)

* Wybitne polskie postaci występujące w naszym warsztacie :)


Pin It Now!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Czwarta część czystego mleka :)

Zapraszam do lektury kolejnego numeru Kwartalnika Laktacyjnego!

W środku mnóstwo ciekawych tematów.
A z mojej strony:
- Odporność? Naturalnie! - na życzenie niektórych z Was przegląd naturalnych sposobów wspierania odporności.
- A właśnie, że się da. Rodzicielstwo bez kółek - czyli o chustach raz jeszcze.
- Wywiad ze mną :D
- Zabawki wszech czasów - patyk
- I mój własny, doskonalony przez lata przepis na wigilijny barszcz :D

Bierzcie, czytajcie :D
http://bit.ly/4numerkwartalnikaLakt


Pin It Now!

środa, 24 września 2014

Ratowanie przez czytanie i odważna lektura

W łikend gościem w naszym domu była... Bostonka. Nawiedziła Orę.
Objawiła się gorączką (max 38,8, niezbijane), osłabieniem, bólem nóżek i trzema (z dokładnością do 0,5) pęcherzykami w gardle.
Wprawdzie częstowana koktajlem: syrop z kwiatu bzu / lipa / imbir / kurkuma / maliny / kisiel gruszkowo-siemieniowy / jaglanka w ilościach hurtowych / cytryna / olej kokosowy - szybko poszła precz (nie smakowało?)  jednak wymusiła na nas czasowy areszt domowy.

Jakkolwiek na niedobór pomysłów na spędzanie czasu z Orką nie narzekamy, ale kiedy Matka ma już kryzys z powodu zamknięcia w domu oraz zmęczenia materiału, a Córka... ma już kryzys z powodu zamknięcia w domu oraz zmęczenia materiału - pozostaje jedna, ostatnia lecz niezawodna deska ratunku: KSIĄŻKI

Przekopałyśmy się od nowa przez pół biblioteczki (pół tylko dlatego, że się choróbsko szybko zmyło ;) ). Ale do jednej książeczki powracałyśmy kilkakrotnie.

Trafiłam na nią przypadkiem, u znajomych. Przeczytałam i poległam. Z jednej strony leżałam i kwiczałam ze śmiechu, z drugiej - byłam pełna podziwu dla jej bezpretensjonalności, prostoty a zarazem dokładności przekazu, odwagi połączonej z subtelnością.

Wszystkie są tu o tyle istotne, że książeczka mówi o tym SKĄD SIĘ BIORĄ DZIECI.

Oryks wie, że wyszła z mojego brzuszka, że w nim rosła, a potem wyjął Ją Pan Doktor (tak było).
O nic więcej dotąd nie pytała i w zasadzie nie zamierzałam jeszcze poruszać z Nią tego tematu.

Ale kiedy zobaczyłam TĄ książkę, natychmiast poczułam że muszę ją mieć. Niestety, okazało się że wydana była na tyle dawno, że jest już kompletnie niedostępna w sprzedaży. Pożyczyłam więc egzemplarz znajomych, celem legalnego skopiowania.

A Orka dopadła.

Prosto i krótko przedstawia się historia dwójki dzieci, płci niepewnej ale zakładam parkę, którą to nawiedzają hippisujący rodzice, celem dokonania operacji uświadomienie.
Niestety okazuje się, że nie mają pojęcia nawet o pszczółkach i motylkach i wciskają pociechom kosmiczny kit.
Wobec czego pałeczkę przejmują dzieci i (poddawszy uprzednio w wątpliwość posiadane przez  rodzicieli wiadomości) rozrysowują (literalnie) cały proces krok po kroku.

Dlaczego, pomimo dość, hmmm... śmiałych rysunków, technicznie podanych faktów i tego, że koniec końców to rodzice są tu uświadamiani przez dzieci, nie miałam oporów przed pokazaniem Progeniturze tej (nomen-omen) pozycji?
Bo nagość w naszym domu nie jest tabu, a kiedy przyjdzie czas na pytania o seks - to on też nie będzie.
Bo, pomimo że w książeczce nie ma ani słowa o miłości, to głównymi bohaterami dziecięcego wykładu są wciąż mama i tata, którzy - z założenia niejako - się kochają. Dla mnie było to oczywiste przy lekturze i myślę, że dla dziecka też jest.
Bo nie uważam, żeby seks musiał być zawsze czymś patetycznym i śmiertelnie  poważnym. Bo nie sądzę, żeby czymś zdrożnym było żartowanie (w "smaczny" sposób) na jego temat. Bo "nic co ludzkie...".
Bo wiem i chcę, żeby moje dziecko wiedziało że seks (mamy i taty - pamiętamy, tak?) jest fajny i biorą się z niego dzieci.
A w dowiadywaniu się czegoś od dzieci nie widzę kompletnie nic złego. Trochę zgrzyta mi to, że rodzice najpierw wciskali dzieciom takie duby smalone, ale wychodzi na to, że po prostu nie wiedzieli jak jest naprawdę.

Orce książka spodobała się ogromnie. Choć nie wiem, na ile Młoda rozumie treść. Bardzo lubi dzieci w doniczkach oraz bałagan w dziecięcym pokoju. I stado zwierząt, które wpada na końcu.
Podobają się Jej też baloniki... Z całą pewnością wrócimy do niej w odpowiednim czasie.
 

Uwaga! Obrazek wybitnie niewychowawczy ;)
(baloniki)
No, widzą panie - nic trudnego ;D
Babette Cole "Mama zniosła jajko!"
tłumaczyła: Hanna Baltyn
Nasza Księgarnia
Pin It Now!

wtorek, 2 września 2014

O przypinaniu łatek

Dziś w ramach zaczynania tygodnia książką polecam Wam pozycję lekką, ławą i przyjemną oraz zabawną. Nie zniechęcajcie się faktem, że przypina ona łatki i etykietki ogromnej rzeszy istot.

http://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/katalog/prod-narwancy_uwodziciele_samotnicy.html
"Narwańcy, uwodziciele, samotnicy
Atlas tych, co fruwają, skaczą i nurkują" to album, przedstawiający znane i (przynajmniej mi) kompletnie obce zwierzęta w grupach prezentujących określoną cechę. Znajdziecie tu więc:
Zwróćcie uwagę na tego z lewej ;)
Orka uwielbia swoje imienniczki :D
:D
Mistrzowie wstrzymywania oddechu
Podróżnicy

Jest i skoczogonek znany skądinąd.


Przyznam, że powody wybrania tych a nie innych gatunków niejednokrotnie pozostawały dla mnie zagadką. Niemniej książka jest dowcipna i przyjemna w odbiorze. Niewielka, homeopatyczna wręcz ilość informacji (głownie ograniczających się do nazwy zwierzęcia), pozostawia we mnie duuuży niedosyt, jednakowoż Aurorze kompletnie nie przeszkadzała w cieszeniu się lekturą, a zachęca do własnych poszukiwań, co istotne przy nieco starszych czytelnikach.

Ilustracje, choć może nie powalają dosłownością i dokładnością (czasem bez podpisu, za chińskiego boga nie byłabym w stanie odgadnąć gatunku) - są zabawne, wciągają w świat zwierząt i rozbudzają apetyt na więcej.

"Narwańcy, uwodziciele, samotnicy
Atlas tych, co fruwają, skaczą i nurkują"
Ilustracje i tekst (*hahahahaha!): Adrienne Barman
tłumaczył: Maciej Byliniak

* Troszkę-tylko-obłąkany śmiech mój.
Pin It Now!