wtorek, 9 sierpnia 2011

Vineta - Pierwociny

Poczuć w sobie Ziemię, Ogień, Wodę. Przyjąć Ich rytm. Pozwolić przeniknąć do płuc, wejść w skórę, włosy, oczy. Wysycić Nimi mięśnie i krew.

Przyjąć i uznać, że Deszcz, Słońce i Wiatr decydują o twoim dziś.

Zasłuchać się w szuwary Dziwnej. Jeść chleb smakujący ciepłem ognia i mięso pachnące dymem. Mieszać miód z krwią.

Pozwolić bębnom rozkołysać swój puls. Walczyć z całych sił z człowiekiem, którego potem uściskasz jak brata.

Zasypiać ze zmęczenia w miłości i owczym runie, słuchając wycia, śpiewu i śmiechu. Pozwolić wejść w swój sen Gwiazdom, Znakom i Bogom. Budzić się na głos rogu.

Pozwolić ludziom by byli kim są. Pozwolić im być jakimi są bez oczekiwań i wymagań.
Pozwolić sobie być sobą. Brać pełnymi garściami co ofiarowane. Dawać ile można i ile się chce. Nigdy mniej.

Ulfrun
Pin It Now!

środa, 3 sierpnia 2011

Na viking!

Na Wolin!
Na Jomsborg!
Na Winetę!
Przybywajcie!!!

Bo my już jedziemy :D
Pin It Now!

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Carramba! Porca miseria!!!

Niecny spisek Szpiegów z Krainy Deszczowców (w której dokładnie pięć minut po naszym wyjeździe spod domu zaświeciło obłędne słoneczko), czyli Mamy, Taty, Babci i Gina spełzł na niczym w konfrontacji z uporem małego Oślątka (to od uporu i kopania, nie od inteligencji). Pan doktor wprawdzie miał swoją teorię, ale stwierdził, że tu tak niewiele widać, że to jakieś 70procentowe prawdopodobieństwo i on nam nie chce ściemniać.

Co za uparte okropecznie stworzenie!!! (Pumpernikiel, nie Gin). Już kiedy jechaliśmy do szpitala mówiłam Przemkowi, że się tajniaczy, bo po po dniu wypełnionym aktywnością i dzikim wierzganiem zapadło w nieruchomość. Wiedziałam, że coś knuje, dzyndzel mały!
No i nie pokazało! Jak teraz się buntuje, to ja nie wiem, co będzie jak dojdzie do słusznego wieku lat 2, o nastoletniości nie wspominając. "O horrendum, o sacra, o straszna masakra, hoc, hoc, hoc!", jak pisał poeta.

Przesiedziało nieruchomo całą wizytę, cierpliwie (i nieruchomo, oraz ze ściśniętymi kończynami dolnymi) przetrwało (kilkuminutowe) jeżdżenie głowicą po moim brzuchu i podglądanie przez Gina i Tatę. Za to w drodze powrotnej radośnie dało pokaz siły i skuteczności tylnych odnóży, jakby nigdy nic!
Oż Tyyyyyy!
Dobitnie powiedziałam progeniturze co myślę o takim postępowaniu. Chyba się specjalnie nie przejęła, bo kopniaki wcale a wcale nie wyglądały na zawstydzone. Pierwsza klęska pedagogiczna. Szlak!

Nic to. W środę kontynuujemy akcję wywiadowczą!
Pin It Now!