niedziela, 1 lutego 2015

DnW rusza do Afryki

Warsztat przeprowadziliśmy ze smokami w terminie, ale publikacja odwlokła się nieprzyzwoicie.
W listopadzie Dziecko na Warsztat wybrało się do Afryki, by tam spotkać się ze sztuką ludową.

Oglądaliśmy zdjęcia dzieci z różnymi kolorami skóry, graliśmy na  djembe, poznaliśmy rodzaje wydobywanych z niego dźwięków i sprawdzaliśmy jak zmienia się dźwięk w zależności od ułożenia dłoni i np. od tego, czy jakaś inna dłoń nie została na membranie  ( ;) ). Skakaliśmy jak Masajowie w adumu,


I oczywiście malowaliśmy maski :D (straszliwe zdjęcia, zrobione w straszliwym świetle straszliwą komórką)




































































































































































Pin It Now!

piątek, 23 stycznia 2015

Liczenie błogosławieństw

Mam ogromne szczęście.
Mam mnóstwo powodów do wdzięczności.
Sobie, bo na te największe i najważniejsze ostro pracowałam (nad sobą).
Moim bliskim.
I przypadkom, splotom okoliczności, przypadkowym powiewom wiatru.

Jednym z ważniejszych moich szczęść jest to, że oprócz rodziny mam wokó siebie grono fantastycznych ludzi.

Mówi się, że zostając rodzicem tracisz znajomych.
Nie sądzę, by zawsze była to prawda.

Niemniej prawdą jest, że my z Przemkiem straciliśmy. Z "pierwotnego" grona zostały nieliczne niedobitki (które Tłarosiu serdecznie pozdrawiam :D).
Bynajmniej nie dlatego, że nagle jedynym tematem naszych rozmów stała się fizjologia i nieprzeciętny (i oczywisty) geniusz progenitury. Ani dlatego, że zajęci Dziecięciem zamknęliśmy się w czterech ścianach, nosa spoza nich nie wychylając.

Być może jedną z przyczyn było pewne przewartościowanie, zmiana priorytetów, (co tu pisać - kto przeżył ten wie, kto nie przeżył nie zrozumie). Z resztą bez względu na przyczynę - fakt jest faktem.

Ale...

Podobno los jedną ręką daje, a drugą odbiera. U nas było dokładnie odwrotnie. Dał nam w zamian i to po stokroć.

Szukając swojej rodzicielskiej ścieżki trafiłam na Klub Kangura. Rezygnując z bycia w grupie rekonstrukcji w której się (już) nie odnajdywaliśmy - stworzyliśmy drugą. Jakimś, niemal magicznym, zbiegiem okoliczności odnowiłam znajomości sprzed tysiącleci (nie bez znaczenia był fakt, że owe znajomości dochowały się po drodze przychówku) i nawiązałam nowe - z ludźmi myślącymi i czującymi podobnie.

To bezcenne - mieć wokół takie osoby, które rozumieją w lot idee o których mówisz i nie traktują Cię z ich powodu jak kosmity. Takich, którzy nawet nie zgadzając się z Tobą nie czują potrzeby obrażania Cię z tego powodu. Którzy wyznają podobne wartości. Z którymi możesz dyskutować do krwi, a potem spokojnie razem z nimi dopić ten cydr, herbatę z bzem czy pokrzywę. Takich ludzi, którzy kończą rozpoczęte przez Ciebie zdanie, w oczach których dostrzegasz blask, kiedy mówisz o czymś, co Cię porusza. Tych, z którymi możesz wspólnie marzyć, a potem marzenia zamieniać plan i go realizować.

Tak - z emfazą, do której podejście mam zwykle wysoce podejrzliwe, mogę stwierdzić że czuję się pobłogosławiona obecnością w moim życiu tak wielu, tak niezwykłych ludzi. I tymi pojedynczymi, przelotnymi spotkaniami z innym, nie mniej niezwykłymi i ubogacającymi mnie.

Jeśli masz koło siebie choć jedną osobę, przy której rozwijasz skrzydła i oddychasz pełną piersią - masz bogactwo nie do pojęcia (dobra, wiem że to truizm jak z Coelo wycięty, ale to nie zmienia faktu że to również prawda :P).

Wy, którym błyszczą oczy - Wam dziękuję :)
Pin It Now!

wtorek, 20 stycznia 2015

Genialna prostota

Wracam do cyklu "zacznij od książki".

Dziś pozycja będąca już chyba klasyką gatunku, i muszę-to-mieciem każdej mamy kilkulatka.
Książeczka niezwykle prosta, wręcz ascetyczna w sferze ilustracji, za to... interaktywna. Naciśnij, potrząśnij, potrzyj, przewróć stronę i zobacz co się stanie!

Swoją przygodę z Panem Tullet'em Ora zaczęła od czytanego razem z Leo i Ciocią Moniką "Turlututu" i pokochała jego styl od pierwszego wejrzenia.
"Naciśnij mnie" zakupiłyśmy na swapie w Niebku. W prawdzie mam wrażenie, że zasadniczo to książeczka dla nieco młodszych dzieci, ale Ora i tak ją lubi, i namiętnie pociera, naciska i potrząsa kolorowe kropy (najśmieszniejsze jest rośnięcie :D).

Jedyne, co mnie razi to dodawane po każdym poleceniu "Świetnie!", "Super!", "Brawo!". Ale po prostu ignoruję je przy czytaniu :D

Teraz ostrzymy sobie zęby na "Kolory", "Książkę z dziurą" i "A gdzie tytuł" :D

"Naciśnij mnie"
Herve Tullet
wydawnictwo Babaryba
Pin It Now!