Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2014

"Na pomieszanie dobrego i złego"

Ta książeczka ma w sobie tyle dobrego, co i złego.

Kupiliśmy ją, bo dość pilnie potrzebowaliśmy materiałów pozwalających oswoić temat wizyt u dentysty.

To, co należy policzyć na zdecydowany plus - to przyjazne oku ilustracje i naprawdę spore bogactwo zagadnień okołozdrowotnych - od wszy, przez dietę, sen, choroby i drobne wypadki, wizyty u różnej maści specjalistów od zdrowia, aż po - np. - informacje jak sobie radzić w toalecie. Szczerze powiem, że niektóre z nich nie przyszły mi wcześniej do głowy.

 


Duuuużym minusem za to jest kompletnie antybliskościowe podejście. Pełno "trzeba", "nie wolno", "nie tak jak Jasiu" i "Zosia jest nierozsądna". Całe szczęście Aurora jeszcze nie posiadła sztuki samodzielnego czytania, więc możemy tekst cenzurować podczas lektury.

Oprócz tego pojawia się kilka ilustracji czy przesłań, które choć poprawne politycznie, to znacząco odstają od naszej koncepcji życia (więc je również omijamy) - obrazek "dobrego podwieczorku" zawierającego głównie cukier i ani kawałka owocu, temat szczepień.

Nie jest to książeczka, którą dałabym dziecku do czytania samodzielnie, niemniej jako "obrazkowa pomoc naukowa" sprawdza się dobrze.  Ora ją lubi i chętnie do niej wraca.

Dodam jeszcze, że ta pozycja jest częścią baaaardzo bogatej tematycznie serii "Obrazki dla maluchów".

"Obrazki dla maluchów. Dbaj o zdrowie"
Pomysł: Nathalie Belineau
Tekst: Emilie Beaumont
Ilustracje: Sylvie Michelet
Pin It Now!

wtorek, 25 marca 2014

Matematyka na warsztat, czyli jak przebieraliśmy Królową

Czy dwu-i-pół-latka może wziąć udział w warsztatach z Królową Nauk w roli głównej? Ba! Okazuje się, że nawet półtoraroczniak może. QED
Smocza Brygada bierze się za matematykę
A że w takich warsztatach Matematyka (akcent na trzeciej sylabie od końca - wyraźnie zaznaczam) w ogóle nie przypomina matematyki - to już jej królewskie prawo. I kobiece :D

Warsztaty matematyczne (a przynajmniej większą ich część) zrealizowaliśmy sobie grupowo - z Lotną Smoczą Brygadą alias szczecińską grupą domowej edukacji przed-przedszkolnej ;)

Uczestników było sześcioro, w wieku od półtora do dwóch-i-prawie-pół roku.

Naturalnie nie uczyliśmy się liczenia (metoda Domana kompletnie mnie nie przekonuje). Za to trenowaliśmy inne umiejętności, przygotowujące do przyswajania pojęć matematycznych.

Ora, z racji wieku, jest nieco przed pozostałymi członkami grupy.
Liczebników porządkowych (piejśy, dugi) uczyła się (dosłownie i w przenośni) na moich piersiach. Około drugiego roku życia (ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu) opanowała też (ze zrozumieniem) "ceci" (to już na innym materiale badawczym).
Niedawno odkryła liczebniki główne (jeden i dwa) - na jabłkach i obrazkach do naklejania.

Za to zaznajamianie z przeliczaniem idzie nam... hmmm... różnie.
Ora doskonale pamięta teksty rymowanek-wyliczanek (np. stąd):
"Jeden, dwa - Jacek ma;
Trzy, cztery - smaczne sery;
Pięć, sześć - chciał je zjeść;
Siedem, osiem - spotkał Zosię;
Dziewięć, dziesięć - schował w kieszeń!"
albo:
"Jeden, dwa, jeden, dwa,
Pewna pani miała psa.
Trzy i cztery, trzy i cztery,
Pies ten dziwne miał maniery:
Pięć i sześć, pięć i sześć,
Wcale lodów nie chciał jeść!
Siedem, osiem, siedem, osiem,
Wciąż o kości tylko prosił.
Dziewięć, dziesięć, dziewięć, dziesięć,
Kto z nas kości mu przyniesie?
Może ja, może Ty?
Licz od nowa: raz, dwa, trzy."
czy też:
"Raz, dwa, trzy,
Baba Jaga patrzy.
Cztery, pięć, sześć,
Chce was wszystkich zjeść!
Siedem, osiem, dziewięć,
Wsadzi w smołę, w dziegieć.
Nim wszystkich pochwyta,
umkniemy i kwita."
(uwielbiam słowo "dziegieć" w wykonaniu mojej Córki :D)

Liczymy też bardzo często stopnie, przy wchodzeniu lub schodzeniu po schodach. Ora wprawdzie sekwencję sześć-siedem-osiem-dziewięć-dziesięć utrwaliła sobie dość szybko, jednakowoż odmawia współpracy z partią poprzedzającą. Nic to :D

Nasz grupowy warsztat rozłożony był w czasie, ale dość intensywny.

Gdybyście nie wiedzieli - jest spora ilość umiejętności, które dziecko musi opanować, zanim przystąpi do nauki liczenia (czy też pisania, jeśli już przy tym jesteśmy). Stopień ich opanowania warunkuje powodzenie rozwoju myślenia matematycznego.
Co ciekawe - wiele spośród nich na pierwszy rzut myśli nie kojarzy się specjalnie z liczeniem. (Tutaj artykuł na ten temat).
Co zatem robiliśmy?

1. Rytmy
    Wychwytywanie powtarzalności, prawideł jest niezbędne do nauki liczenia i mierzenia. 
  • Tańczyliśmy więc wg. układu (kroki w lewo, kroki w prawo, do przodu, do tyłu, skoki).
  • Śpiewaliśmy piosenkę z pokazywaniem (jeden wers-jeden gest).
  • Sam-na-sam z Orą układałyśmy też rytmy obrazkowe (świnka-słonik-świnka-słonik, czy jabłko-gruszka itp...)
     2. Orientacja w przestrzeni, wyczucie własnego ciała
    • Wykonywaliśmy ćwiczenia w ramach metody  ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne. Np. pakowaliśmy paczkę - mama z dziecka i (niektórzy) dziecko z mamy, robiliśmy tunel, którym pełzały pełzaki, jeździliśmy po podłodze pleckami i brzuszkami, turlaliśmy się, lataliśmy wysoko, pod sufitem i nisko, przy podłodze, pokazywaliśmy i nazywaliśmy części ciała - na dziecku, na mamie, na misiu.
    • Tańczyliśmy swobodnie
    • Bawiliśmy się chustą animacyjną - ciągaliśmy na niej (dzieci miały możliwość ciągać i być ciągnięte), bujaliśmy, zawijaliśmy i odwijaliśmy, przykrywaliśmy i zasłanialiśmy.
    • Chodziliśmy boso (w marcu!) po piasku i trawie, kamieniach i patykach, i brodziliśmy w jeziorze.
    • Pląsaliśmy pląs (piosenka z pokazywaniem) "Idzie zuch".
    • Indywidualnie z Orą bawimy się też okazjonalnie (czyli przy okazji) w ćwiczenie położenia wobec obiektu, np. "Połóż chustkę mamie na głowie. A teraz pod krzesłem. Obok misia. Za kanapą. (ulubione)" Itp., itd.
    • Nazywam Jej kierunki, kiedy skręcamy - mówię "pójdziemy w lewo, skręcimy w prawo" - póki co bez większych sukcesów. Ćwiczymy też rozeznanie co do tego, co jest na dole, a co na górze (patrzymy we właściwym kierunku, naklejamy obrazek samolotu na górze kartki, a ślimaczka na dole itp.)




      3. Klasyfikacja
          To jeszcze dla nas daleeeeeeeeeeeeeeeeeeka przyszłość, ale już segregujemy, tworzymy pierwsze zbiory, porządkujemy.
      • Układaliśmy razem - misie do misiów, kamyki do kamyków, wyciorki do wyciorków itd.
      •  Każdej lali dawaliśmy jabłuszko.
      • Na obrazku kotka układaliśmy rybki, a na króliku - marchewki (przyznam szczerze, że to akurat szło średnio :D).
      • Z Orą nazywamy też kształty. Umie pokazać/nazwać kółko, serduszko, gwiazdkę, niekiedy trójkąt, ale kwadrat pozostaje tajemnicą ;)
      Bo dzieci lubią matematykę, a matematyka lubi... się przebierać za zabawę :D
        Ehh...
        Meta majaczy na horyzoncie:
        KWIECIEŃ – na warsztatach będzie historia bliższa i dalsza – może rodzinna, może lokalna, a może światowa, kto wie?
        MAJ – sztuki plastyczne mają głos
        CZERWIEC -  to będzie warsztat warsztatów
        Pin It Now!

        poniedziałek, 24 marca 2014

        Brzydka książka

        Dziś będzie notka o brzydkiej książce z brzydkimi wierszykami.

        Orka dostała ją w prezencie. To zbiór wierszyków, wyliczanek i rymowanek, z których większość pamiętam ze swojego dzieciństwa.

        Czemu piszę, że brzydka?
        Po pierwsze - w moim odczuciu ilustracje są niesamowicie szpetne. Sami popatrzcie:
        Jeden z Orki ulubionych :D
        Rymowanka - łaskotanka
        Ora zazulę darzy wielkim sentymentem.
        Po drugie - wierszyki w niej zawarte nie są typową literaturą "ad usum delphini". To szlagiery podwórkowe, wzbudzające chichoty pod trzepakiem. Sami poczytajcie:
        (tego Orze nie czytam)
        Tak, czy owak Aurora książkę uwielbia. Połowę rymowanek zna na pamięć. A i ja, przełamując niechęć do paskudków ilustracyjnych - lubię wracać do "moich" piaskownicowych przebojów.

        O tej książce, a także jej kontynuacji pisała także inna kudłata Głowa ;)

        "Pan Pierdziołka spadł ze stołka. Powtarzanki i śpiewanki."
        ilustracje: Kasia Cerazy
        Pin It Now!

        poniedziałek, 17 marca 2014

        Niech się leje mleko!!!

        "UWAGA Proszę Państwa, proszę Państwa, uwaga - teraz, teraz, teraz, JUŻ!!!"
        pierwszy numer KWARTALNIKA LAKTACYJNEGO
        Przyjemnej lektury :)
        Pin It Now!

        wtorek, 25 lutego 2014

        Logika jeździ pociągiem

        Przyznam się, że długo się zastanawiałam, jak ugryźć ten temat.
        Broń Boże nie dlatego, że dwulatka nie może ćwiczyć logicznego myślenia, raczej dlatego że... ćwiczy je non stop i przy każdej okazji. Np. odkrywając, że jak wleje do kubka pewną ilość wody, to ona się nie zmieści i wyleje. Sprawdzając, że większy kubek z całą pewnością nie wlezie w mniejszy. Widząc, że kot Babci Wandy nie chce jeść czekolady, w przeciwieństwie do królika CiotKaszydła.

        Dodatkowo warsztat przyszło nam realizować w warunkach specyficznych, bo w... pociągu relacji Szczecin-Warszawa.

        Z pomocą przyszły nam kupowane przeze mnie namiętnie i w ilościach hurtowych książeczki z naklejkami. Naklejki wszelakie Ora uwielbia niezmiernie. Ponieważ tytułów nie znalazłam porywająco dużo - Ora, po za pożarciem zeszytów przeznaczonych dla Jej wieku, musiała radzić sobie (z sukcesem, co stwierdzam bez absolutnie żadnej dumy czy pychy ;D)  z "Zeszytem 3-latka", "Wesołą książeczką czterolatka" i "Akademią 4-latka".

        W brakujące okienko należało wkleić element pasujący do pozostałych.
        Z wróblem Ora nie była pewna na czym stoi, za to sowa nie sprawiła żadnych problemów. Domek pojawił się przypadkowo w ferworze naklejania.
        Po wykonaniu zadania należało w okienko wkleić odpowiednią nalepkę. Aurora uznała jednak, że gwiazdki lepiej czują się na niebie. A jak gwiazdki, to i księżyc naturalnie.
        Ale już truskawka trafiła na miejsce.
        Układanie obrazków w chronologicznej kolejności nas przerosło. Choć Ora dokładnie opowiadała co dzieje się na każdym z obrazków, to kompletnie nie była w stanie ogarnąć o  co chodzi w "zadaniu".
        Zabawę "modową" wyczuła bez pudła - wiadomo, kobieta ;D
        Przyporządkowanie pojęć do określonych kategorii.
        Czego potrzeba do mycia?
        A do jedzenia? (Dostrzegacie utrwalanie stereotypów?)
        I znów moda. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze torebek. Np. od Tinki-Łinki ;)
        A już po przyjeździe do domu pograliśmy sobie w KOLORKI. Tym razem na planszy i z użyciem kostki.

        Nasza przygoda z "Warsztatem" minęła już półmetek. Wciąż przed nami:
        MARZEC – królowa nauk – matematyka zawita na nasze warsztaty
        KWIECIEŃ – na warsztatach będzie historia bliższa i dalsza – może rodzinna, może lokalna, a może światowa, kto wie?
        MAJ – sztuki plastyczne mają głos
        CZERWIEC -  to będzie warsztat warsztatów

        Pin It Now!

        poniedziałek, 24 lutego 2014

        Takie DOBRE książki

        Ten autor i te tytuły to już chyba dziecięca klasyka.
        Szczerze powiedziawszy, nie są to książeczki, po które Orka sięga codziennie i w pierwszej kolejności.
        Ale co jakiś czas jednak je przynosi i słucha z zainteresowaniem.
        Przygód Pana Kuleczki (prawdopodobnie emerytowanego klauna), Kaczki Katastrofy ("Porządek, porządek to wróg zwierządek!!!"), Psa Pypcia (natury raczej spokojnej i refleksyjnej) oraz Muchy Bzyk-Bzyk ("Nie!") posiadamy trzy tomiki ("Pan Kuleczka", "Pan Kuleczka - Dom", "Pan Kuleczka - Spotkanie".

        Napiszę króciutko. Jeśli szukacie książki BARDZO (choć zupełnie nienachalnie) w duchu bliskości. Jeśli szukacie czegoś o miłości, przyjaźni, akceptacji, wspieraniu i prawdziwej rodzinie. Jeśli szukacie opowiadań pełnych ciepła i światła, z przymieszką humoru i niezwykłych przygód przeżywanych w pozornie bardzo zwykłych miejscach i okolicznościach. Jeśli szukacie czegoś naprawdę MĄDREGO i PIĘKNEGO oraz (to ważne) - jeśli chcecie wiedzieć dlaczego rodzina jest jak zupa - to nie możecie tego nie przeczytać.
        Swojemu dziecku oczywiście ;)

        "Pan Kuleczka"
        Wojciech Widłak
        ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska

        Pin It Now!

        poniedziałek, 17 lutego 2014

        Na słomianych nogach - folkowo i artystycznie

        Od pół roku jakoś Ora została stałą bywalczynią oraz klientem Książnicy Pomorskiej (wprawdzie wciąż nie ma własnej karty, bo nagminnie zapominam wziąć ze sobą Jej aktu urodzenia, ale korzysta z mojej lub Przemka).

        Tę książeczkę właśnie tam wypożyczyłyśmy. Skusił mnie tytułowy bohater, gdyż maniakalnie uwielbiam klimaty folkowe. Dydka znam również z czytanej za młodu "Godziny pąsowej róży" (która szału podówczas wprawdzie nie wzbudziła, ale czytało się ją całkiem przyjemnie :D).

        Kiedy ją gruntownie przejrzałam, doszłam do wniosku, że nieco się pospieszyłam. Bo jest ona dedykowana dzieciom zdecydowanie starszym, niż dwulatka. Myślę, że już dla czteroletniego przedszkolaka byłaby w porządku.

        Jednak Dziecię moje zaskoczyło mnie szalenie, nie tylko wytrzymując całość (dość długiej, w porównaniu z Jej dotychczasowymi lekturami) fabuły i namnożenie nowych, trudnych do zrozumienia i na dość wysokim poziomie abstrakcji, pojęć, ale i (o zgrozo!) domagając się powtórek. Wielokrotnie. Śmiało mogę stwierdzić, że historię Dydka-Zdzicha znam już na wyrywki. Aż do przesytu.

        "Dydko i plastyka" opowiada, jak można się domyślić o... Dydku i plastyce :D Przy czym ogromną zaletą tej książeczki jest nienachalność i niewymuszoność (na punkcie których mam lekkiego hopla). Fabuła bardzo wdzięcznie i naturalnie zahacza o rozmaite (nierzadko całkiem poważne i profesjonalne) pojęcia z zakresu sztuk plastycznych, wciągając jednocześnie w losy głównego bohatera.

        Co do tego, co zostanie w głowie dziecka po lekturze: traf chciał, że w piątek wpadliśmy do Muzeum Narodowego w Szczecinie na otwarcie wystawy wczesnośredniowieczno-słowiańskiej, gdzie Orka widząc ustawione w holu dzieła zakrzyknęła była: "Źeźby! Jak w "Didku"! Głębokość!" (Bo pewien student Akademii Sztuki tłumaczył Dydkowi, że rzeźba to takie dzieło sztuki, które ma trzy wymiary: wysokość, szerokość i głębokość.). Podobną reakcję wywołało widziane "na mieście" graffiti.


        Serdecznie polecam spotkanie z "Dydkiem i plastykom" młodszym i starszym artystom :)

        "Dydko i plastyka"
        Zofia Stanecka
        ilustracje: Joanna Zagner-Kołat
        Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
        Pin It Now!

        poniedziałek, 10 lutego 2014

        Książki nie do czytania

        To jedna z pierwszych miłości książkowych Aurory. Jedna z tych, którą (ledwo) ciągnęła do nas z okrzykiem "Taci!" (czytać).

        Czytać wprawdzie nie bardzo jest co, bo książka jest w stu procentach obrazkowa, za to opowiadać - i owszem!

        Na każdej stronie, niezwykle bogatej w szczegóły występuje cały tłum postaci (z których większość posiada imiona i nazwiska). Co więcej - każda z tych postaci posiada własną, odrębną, ciągnącą się przez całą książeczkę historię. To powoduje, że książki z tej serii są wyjątkowo przyjazne rodzicowi, nagabywanemu po raz milionpińćsetny do czytania tej samej pozycji :D

        Mamy tu wątki kryminalne, fantastyczno-naukowe, sensacyjne, familijne, romans, akcję, fantasy i komedię. Do wyboru, do koloru.

        O ile dwie pierwsze ("Miasteczko Mamoko" i "Dawno temu w Mamoko") prezentują dość podobny (i rewelacyjny) poziom narracji, o tyle "Mamoko 3000" jest w naszej (mojej i męża opinii) nieco gorzej narysowana. Niektóre wątki są powielone z poprzednich części, a całość mniej dopracowana i przemyślana. Ale Ora i tak ją lubi.
        W serii znajdują się jeszcze dwie części z motywem liczb i liter, ale te dopiero przed nami.

        To na pewno nie ostatnia książka tych autorów w tym cyklu. Ich ilustracje i poczucie humoru ujęły nas od pierwszego wejrzenia.


         Aleksandra i Daniel Mizielińscy
        Wydawnictwo Dwie Siostry

        Pin It Now!