Listopad.
Wchodzimy do supermarketu. Zatrzymuję się kontemplując smętnie mizerię oferowanych na stoisku buraków, podczas gdy Dziewczę gna radośnie do półki z sokami (sok u nas występuje na zasadzie używki - z rzadka i wymiennie z innymi "słodyczami").
Jej ulubiony stoi za wysoko- nawet kiedy wspina się na palce, więc staje przed regałem wpatrując się weń jak sroka w gnat.
Alejką nadjeżdża młody człowiek (lat około 11) i zatrzymuje się przy Młodej.
Obserwuję czujnie, obawiając się uwag o małych dzieciach i tłukliwości szkła (kobieta małej wiary).
- (Chłopiec): Pomóc ci?
Po chwili wahania pompon u czapki Dziewczęcia kiwa się energicznie.
- (Chłopiec): Ten?
- Kiwanie pomponem.
Sok zostaje podany. Chłopiec odjeżdża. Pompon z podczepionym pod spodem szerokim bananem wkłada do mojego wózka butelkę soku.
...
Styczeń. Wieczór. Idziemy szarzejącą ulicą, jest zimno. Z naprzeciwka idzie chłopiec ośmio-dziewięcioletni, ze szkolnym tornistrem, i zatrzymuje się przed dużym skrzyżowaniem z sygnalizacją świetlną.
- (Ora) Mamo, a czemu ten chłopiec jest sam?
- (Ja) Wiesz, może mieszka gdzieś niedaleko i jego rodzice zgadzają się, żeby już sam wracał ze szkoły.
- Ale jest ciemno.
- Tak, jest zima i wcześniej robi się ciemno.
- Mamo, ja się o niego martwię.
- Chcesz, żebyśmy poczekały, aż bezpiecznie przejdzie na drugą stronę?
- Tak.
I postałyśmy sobie aż chłopiec przeszedł na drugą stronę, doszedł do końca ulicy i zniknął za zakrętem.
...
Miejsce.
Marek zabiera Asi zabawki.
- (Asia) Nie lubię ciebie!
- (Ora) A ja lubię Marka. Nawet jak mi zabiera zabawki. Ale nie rób już tak więcej, bo Asi jest przykro i się denerwuje.
:)
Pin It Now!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 kwietnia 2016
sobota, 9 kwietnia 2016
Czego uczy odlatujący balonik
Czego może dziecko (i nie tylko) nauczyć uciekający w niebo balonik?
Tracenia i radzenia sobie z nim. Żałoby. Żalu.
Nieodwracalności.
Utraty kontroli. I godzenia się z tym.
Uwalniania.
Pożegnania.
Czego odlatujący balonik uczy rodzica?
Tego, że w życiu Twojego dziecka pojawią się sytuacje, tragedie, którym nie będziesz w stanie zaradzić, odwrócić, zaprzeczyć. I jedyne co będziesz mógł zrobić to być obok.
Uczy też skąd się wzięła idea Nieba.
Uczy trochę jak pęka serce.
I wypuszczania spod skrzydeł, pozwalania na samodzielność. Na własne błędy i ponoszenie ich konsekwencji.
No dobra, uczy też praw fizyki. Pin It Now!
Tracenia i radzenia sobie z nim. Żałoby. Żalu.
Nieodwracalności.
Utraty kontroli. I godzenia się z tym.
Uwalniania.
Pożegnania.
Czego odlatujący balonik uczy rodzica?
Tego, że w życiu Twojego dziecka pojawią się sytuacje, tragedie, którym nie będziesz w stanie zaradzić, odwrócić, zaprzeczyć. I jedyne co będziesz mógł zrobić to być obok.
Uczy też skąd się wzięła idea Nieba.
Uczy trochę jak pęka serce.
I wypuszczania spod skrzydeł, pozwalania na samodzielność. Na własne błędy i ponoszenie ich konsekwencji.
No dobra, uczy też praw fizyki. Pin It Now!
Autor:
Wiewi00ra
o
09:42
Brak komentarzy:
klucze:
emocje,
rodzicielstwo bliskości,
slow parenting,
wiara
wtorek, 26 maja 2015
Matczyny remanent osobisty
Mnóstwo kobiet, które znam określa swoje relacje z własnymi matkami jako skomplikowane, nieoczywiste, trudne (nie dostrzegam tego w relacjach matek i synów). Nie mniej żadna z nich nie zaprzecza sile tych relacji i ogromnemu wpływowi, jakie mają one na wszystkie sfery życia.
Wiarygodną wydaje mi się teza że te "komplikacje" związane są z trudną relacją naszych mam z nimi samymi.
W jednej z książek Elżbiety Cherezińskiej przeczytałam ostatnio kwestię kobiety przepraszającej córkę, że kochała ją mniej niż jej ojca i brata. Bo ich kochała bardziej niż siebie, a córkę - tylko tak jak siebie.
I dlatego życzę Wam wszystkim, życzę Tobie - żebyś umiała kochać samą siebie. Bezwarunkowo i do szaleństwa. Z całym dobrodziejstwem inwentarza, wszystkimi cudami i niedoskonałościami. Bezwstydnie i bezgranicznie. Żebyś dla siebie samej znalazła czułość, empatię i cierpliwość.
Życzę Ci tego dla Ciebie samej i dla Twoich córek (obecnych czy potencjalnych).
Dziś obchodzę swój czwarty dzień matki. A moja Mama - trzydziesty czwarty.
Nie sądzę, żeby wiedziała jak wiele się od niej nauczyłam. Wszystkiego nie wyliczę.
Ale kilka rzeczy dam radę :) Kilka takich, o których pewnie sama nie wie, że mi je ofiarowała.
Kilka rzeczy, ze które jestem wdzięczna mojej Mamie:
- Za wiedzę jak silna może, a czasami musi być kobieta. Za świadomość istnienia w sobie tej siły.
- Za umiejętność bronienia własnych poglądów, wyborów i decyzji, nawet wtedy kiedy inni, choćby najbliżsi ich nie rozumieją i nie akceptują.
- Za głęboką wiarę, że nie ma sytuacji bez wyjścia i katastrof z których nie można się otrząsnąć.
- Za odwagę próbowania nowych rzeczy, przełamywania konwenansów, wygłaszania niepopularnych (ale moich) opinii.
- Za zmysł organizacyjny i geny liderki.
- Za wiarę, że jak się bardzo chce, to można - może nie wszystko, ale bardzo, bardzo dużo.
- Za poczucie więzi rodzinnych.
- Za gorącą namiętność, jaka darzę książki (choć tą szczególną wdzięcznością musi się podzielić z Dziadkiem Stefanem).
- Za… fascynację Siuksami i klimatami indiańskimi w ogóle.
- Za pasję kulinarną, którą zaszczepiła mi na zasadzie „zakazanego owocu”.
- Za informację (nie popartą jakimkolwiek przykładem osobistym), że kobieta powinna „leżeć i pachnieć”.
- Za feminizm wdrukowany i zakodowany na poziomie organicznym.
- I ostatnie, choć wcale nie najmniej ważne: za żołądek koziej natury (mogący strawić niemal wszystko) oraz pancerną odporność, a także całkiem satysfakcjonujący poziom inteligencji (Ekhm... Ta skromność, wiecie...), które przypisuję karmieniu mnie piersią przez pierwszy rok życia.
Dzięki Madre :*
Pin It Now!
Wiarygodną wydaje mi się teza że te "komplikacje" związane są z trudną relacją naszych mam z nimi samymi.
W jednej z książek Elżbiety Cherezińskiej przeczytałam ostatnio kwestię kobiety przepraszającej córkę, że kochała ją mniej niż jej ojca i brata. Bo ich kochała bardziej niż siebie, a córkę - tylko tak jak siebie.
I dlatego życzę Wam wszystkim, życzę Tobie - żebyś umiała kochać samą siebie. Bezwarunkowo i do szaleństwa. Z całym dobrodziejstwem inwentarza, wszystkimi cudami i niedoskonałościami. Bezwstydnie i bezgranicznie. Żebyś dla siebie samej znalazła czułość, empatię i cierpliwość.
Życzę Ci tego dla Ciebie samej i dla Twoich córek (obecnych czy potencjalnych).
Dziś obchodzę swój czwarty dzień matki. A moja Mama - trzydziesty czwarty.
Nie sądzę, żeby wiedziała jak wiele się od niej nauczyłam. Wszystkiego nie wyliczę.
Ale kilka rzeczy dam radę :) Kilka takich, o których pewnie sama nie wie, że mi je ofiarowała.
Kilka rzeczy, ze które jestem wdzięczna mojej Mamie:
- Za wiedzę jak silna może, a czasami musi być kobieta. Za świadomość istnienia w sobie tej siły.
- Za umiejętność bronienia własnych poglądów, wyborów i decyzji, nawet wtedy kiedy inni, choćby najbliżsi ich nie rozumieją i nie akceptują.
- Za głęboką wiarę, że nie ma sytuacji bez wyjścia i katastrof z których nie można się otrząsnąć.
- Za odwagę próbowania nowych rzeczy, przełamywania konwenansów, wygłaszania niepopularnych (ale moich) opinii.
- Za zmysł organizacyjny i geny liderki.
- Za wiarę, że jak się bardzo chce, to można - może nie wszystko, ale bardzo, bardzo dużo.
- Za poczucie więzi rodzinnych.
- Za gorącą namiętność, jaka darzę książki (choć tą szczególną wdzięcznością musi się podzielić z Dziadkiem Stefanem).
- Za… fascynację Siuksami i klimatami indiańskimi w ogóle.
- Za pasję kulinarną, którą zaszczepiła mi na zasadzie „zakazanego owocu”.
- Za informację (nie popartą jakimkolwiek przykładem osobistym), że kobieta powinna „leżeć i pachnieć”.
- Za feminizm wdrukowany i zakodowany na poziomie organicznym.
- I ostatnie, choć wcale nie najmniej ważne: za żołądek koziej natury (mogący strawić niemal wszystko) oraz pancerną odporność, a także całkiem satysfakcjonujący poziom inteligencji (Ekhm... Ta skromność, wiecie...), które przypisuję karmieniu mnie piersią przez pierwszy rok życia.
Dzięki Madre :*
Pin It Now!
Subskrybuj:
Posty (Atom)