Ostatnio wzięło mnie na "Akurat"a - stąd tytuł. I z zadziwienia że mogło być jak było i może być jak jest. A było i jest (w tym roku, bo tak w ogóle to post-przed-Noworoczny)... Pięknie. Szczęśliwie jest. "Jest, że lepiej już nie (...) jest, że serce chce bić..." (to z innej piosenki, z przeszłości... kiepskie wykonanie, myśmy śpiewali pięknie... a może tylko tak to pamiętam :) ). Wracając do teraz. Jest tak właśnie. Jest niogarnięcie cudownie, niewiarygodnie, mistycznie. "Jak lekko na wysokości w niebieskim ślizgać się kurzu".
I wierzę, że będzie. Dalej. Wciąż. Niezmiennie i wciąż na nowo. Nieustannie. Co dzień i w każdej sekundzie. Ufam.
To stosunkowo nowe dla mnie doświadczenia, więc musicie wybaczyć mi nagły przypływ patosu i poruszeń.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie zawsze jest łatwo. Nie zawsze jest pełnia szczęścia, energii i optymizmu. Bywa i gorzko i smutno i źle. Bywają takie chwile. Muszą bo inaczej człowiek nie wiedziałby, że żyje naprawdę.
Ale mimo to, nawet w takich chwilach - jest... nieopisanie. W każdej sekundzie jest diament, płomień, iskra. W każdym oddechu, w każdym maleńkim momencie, nikłym, jak drgnienie rzęs jest szczęście i spełnienie i doskonałość.
"Jak można na małych piórach latać tak bardzo wysoko...?"
Pin It Now!
piątek, 31 grudnia 2010
środa, 29 grudnia 2010
Potwor(ząc)a i machina śmierci
Jak już pisałam mój Maż stworzył potwora! Mianowicie podarował mi na gwiazdkę aparat fotograficzny. Będziecie świadkami efektów szaleństwa, które mną od tego momentu owładnęło. Pierwszą ofiarą padło Kaszydło.Ładna nie?
Jako, że jestem na etapie rozpracowywania tej machiny śmierci - jakość taka sobie. Mam nadzieję, że będzie lepiej :)
Pin It Now!
Jako, że jestem na etapie rozpracowywania tej machiny śmierci - jakość taka sobie. Mam nadzieję, że będzie lepiej :)
Pin It Now!
poniedziałek, 27 grudnia 2010
I po herbacie.
Po Świętach też.
Wczoraj byliśmy tradycyjnie na Rajdzie Herbacianym. Spotkaliśmy znajomych nie widzianych od roku, przespacerowaliśmy się z Osowa na Głębokie. Niesamowity, zimowy las, gałązki pokryte cieniuteńką warstwą lodu, najkruchsze, najdelikatniejsze bibeloty natury. Wdzięk nietkniętej białej, migoczącej powierzchni.
Naparzanie się śnieżkami, aranżowanie miejsca zbrodni (rajd był pod wezwaniem Sherlocka Holmesa), przy użyciu dwu ciał (mojego i Ani), jednej siekiery i butelki pożyczonego keczupu (I miejsce). Hałastra młodocianych na sankach, ciągniętych przez ojców pociągowych. tradycyjny konkurs na kubek (mamy w domu 2 porcelanowe owce-medalistki, które zajęły II miejsce) i rzut jajem (nasze poszło jako trzecie od końca).
A na koniec herbata z samowara. Radosność i szczęśliwość :)
(Dwie wygrane herbatki po przetestowaniu stoją na półce i kuszą :D)
W planach na styczeń mamy wyjazd do skansenu w Wolinie na trening szermierczy. Jeśli wrócę, opowiem jak było.
Obecnie jesteśmy na etapie konsumowania poświątecznych zapasów, tudzież (zwłaszcza ja) maniakalnej zabawy gwiazdkowym prezentem. Mąż mój, rozpieściwszy mnie podarkami i grzanym winem z korzeniami nieświadomie stworzył potwora i uzbroił go w machinę śmierci. Efekty zobaczycie wkrótce.
Po raz kolejny doceniam fakt posiadania znajomych i przyjaciół, dla których czasoprzestrzeń nie stanowi problemu. Po roku kontynuujemy dawno przerwane rozmowy, jakby urwały się wczoraj. I umawiamy się na herbatę. W przyszłym roku. Uroczo :D
Na koniec Świąt trafiła mnie zagadka. Na mój stary adres przyszła pocztówka z Nałęczowa, adresowana na mój inicjał (M.) i nazwisko, które wygląda jak przekręcony drugi człon mojego. Kartka jest od Iwony i zawiera pozdrowienia.
Jakkolwiek bardzo mi miło, to nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłam i o jaka Iwonę chodzi. Iwono! Kim jesteś???
Dziwne rzeczy się dzieją :) Pin It Now!
Wczoraj byliśmy tradycyjnie na Rajdzie Herbacianym. Spotkaliśmy znajomych nie widzianych od roku, przespacerowaliśmy się z Osowa na Głębokie. Niesamowity, zimowy las, gałązki pokryte cieniuteńką warstwą lodu, najkruchsze, najdelikatniejsze bibeloty natury. Wdzięk nietkniętej białej, migoczącej powierzchni.
Naparzanie się śnieżkami, aranżowanie miejsca zbrodni (rajd był pod wezwaniem Sherlocka Holmesa), przy użyciu dwu ciał (mojego i Ani), jednej siekiery i butelki pożyczonego keczupu (I miejsce). Hałastra młodocianych na sankach, ciągniętych przez ojców pociągowych. tradycyjny konkurs na kubek (mamy w domu 2 porcelanowe owce-medalistki, które zajęły II miejsce) i rzut jajem (nasze poszło jako trzecie od końca).
A na koniec herbata z samowara. Radosność i szczęśliwość :)
(Dwie wygrane herbatki po przetestowaniu stoją na półce i kuszą :D)
W planach na styczeń mamy wyjazd do skansenu w Wolinie na trening szermierczy. Jeśli wrócę, opowiem jak było.
Obecnie jesteśmy na etapie konsumowania poświątecznych zapasów, tudzież (zwłaszcza ja) maniakalnej zabawy gwiazdkowym prezentem. Mąż mój, rozpieściwszy mnie podarkami i grzanym winem z korzeniami nieświadomie stworzył potwora i uzbroił go w machinę śmierci. Efekty zobaczycie wkrótce.
Po raz kolejny doceniam fakt posiadania znajomych i przyjaciół, dla których czasoprzestrzeń nie stanowi problemu. Po roku kontynuujemy dawno przerwane rozmowy, jakby urwały się wczoraj. I umawiamy się na herbatę. W przyszłym roku. Uroczo :D
Na koniec Świąt trafiła mnie zagadka. Na mój stary adres przyszła pocztówka z Nałęczowa, adresowana na mój inicjał (M.) i nazwisko, które wygląda jak przekręcony drugi człon mojego. Kartka jest od Iwony i zawiera pozdrowienia.
Jakkolwiek bardzo mi miło, to nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłam i o jaka Iwonę chodzi. Iwono! Kim jesteś???
Dziwne rzeczy się dzieją :) Pin It Now!
Autor:
Wiewi00ra
o
16:04
Brak komentarzy:
klucze:
herbata,
krewni i znajomi Królika,
Mąż,
Przemek,
Przyjaciele
Subskrybuj:
Posty (Atom)

