W następstwie tychże obserwacji narodziło się we mnie uczucie szczerego uwielbienia.
Uwielbiam Cię kobieto w bikini, z trzema wałkami na brzuchu, przeskakująca ze śmiechem przez fale.
Uwielbiam Cię dziewczyno z blizną po oparzeniu na udzie.
Uwielbiam Cię kobieto w wieku mojej babci, zjeżdżająca z wnuczkiem na wielkim, dmuchanym kole, powiewająca frędzlami bajecznie kolorowego kostiumu.
Uwielbiam Cię, przepięknie uśmiechnięta istoto, opalająca na leżaku swój pokryty wzruszającymi rozstępami brzuch.
Uwielbiam Was wszystkie za to, że nie dałyście się zastraszyć, zaszczuć, zamknąć w czterech ścianach, ubrać w burkę czy namiot, zasłonić i zretuszować.
Że nie pozwoliłyście wmówić sobie, że czegoś Wam "nie wypada". Że istnieje jakiś powód, byście nie robiły tego, co sprawia Wam przyjemność, że nie dałyście pozbawić się radości życia i pasji.
Uwielbiam Was za pokazywanie mojej córce, że szczęście, radość, przyjaźń i miłość nie są przypisane do kształtu, wieku czy wyglądu. Że kobiety są różne i nie przystają - i NIE MUSZĄ przystawać - do sztucznie spreparowanych kanonów piękna lansowanych w mediach.
I nie muszą się z tego nieprzystawania nikomu tłumaczyć, bez względu na to, czy ich ciało zmieniła ciąża, wiek, choroba, lenistwo, zasobność portfela, wybór czy kosmici. SERIO.
Pin It Now!