wtorek, 14 stycznia 2014

ADHD dobrem (ponad)narodowym

Ja zasadniczo wiem, że to przypadłość jest, raczej życie utrudniająca, ale znam (och, z dokonań tylko, niestety nie osobiście) dwóch takich (co wcale nie ukradli Księżyca), którzy powodują, że chcę wznieść transparent "ADHD rządzi!"

Obaj swoją (kliniczną na moje oko) postać nadpobudliwości skierowali do ciężkich robót i efekty, które ku dobru wspólnemu odnieśli - mnie osobiście zwalają z nóg.

Pierwszy to taki jest oszołom:
Jamie Oliver
Facet szkoli i zatrudnia młodych, zmarginalizowanych społecznie ludzi w swoich restauracjach, prowadzi "krucjatę przeciw żywieniu dzieci fastfoodami", lobbuje na rzecz poprawy jakości jedzenia w szkolnych stołówkach, edukuje małe i wielkie społeczności w kwestii zdrowego odżywiania, promuje małych, lokalnych producentów ekologicznej żywności, wywalają go drzwiami, a on (z tą swoją wiecznie roześmianą facjatą) wraca oknem, jest niezmordowany, nieustraszony, fenomenalny. Poczytajcie sami.

Że zbija na tym kasę i popularność - I NIECH MU IDZIE NA ZDROWIE.
Że serdecznie współczuję jego żonie - nie da się ukryć, nie mniej chyba wiedziała z kim się wiąże :D

O nim wiem, że ADHD miał w dzieciństwie zdiagnozowane, natomiast o tym wariacie poniżej nie mam takich informacji, jednak na pierwszy rzut oka dałabym sobie warkocz uciąć, że coś jest na rzeczy.
Jerzy Owsiak
To on sprawił, że dwa dni temu po raz dwudziesty drugi, w całej Polsce roztętniły się serducha.
To na sprzęcie z serduchem była badana Aurora. To za orkiestrową kasę wykonano Jej po porodzie przesiewowe badanie słuchu.
Wszystkim, którzy prześcigają się w sianiu wątpliwości na temat działalności WOŚP podam dwa, bardzo trafne teksty do przeczytania:
Boskiej Matki odpowiedź hejterom Wielkiej Orkiestry
oraz
Sześć rozsądnych powodów, żeby nie dawać pieniędzy na WOŚP

Od siebie dodam tylko, że łatwiej gadać, niż robić, łatwiej krytykować "nachalność i terroryzm zbierających", niż ruszyć (sami wiecie co) z kanapy w słusznej sprawie.

Bitch, please!

Naprawdę nie widzicie, że facet dla zdrowia Polaków zrobił więcej niż większość ostatnich ministrów zdrowia razem wzięta (Pan Religa mi psuje argumentację ;) )?

Ciekawe, że obu tych gości spotykają podobne zarzuty (aha, i dla żony drugiego też mam podobne uczucia jak ww.)

Ja szczerze ich podziwiam i szanuję. A dodam jeszcze niektórym wątpiącym tekst kogoś mądrzejszego:
W Mt 7,15-23 
"Poznacie ich po ich owocach."

Aha, szczecińska blogosfera zagrała w tym roku wspólnie w Orkiestrze:


http://www.szczecinblog.pl/2014/blogosfera-ze-szczecina-gra-razem-na-wosp/


Ja niestety nie zdążyłam przyłączyć się do akcji, ale liczę na to że w przyszłym roku znów zagramy wspólnie :)

P.S. Jeszcze nieoceniony Hołownia.
P.S. II - Chyba najbardziej merytoryczne.
Pin It Now!

piątek, 10 stycznia 2014

O wibracjach...

Dźwięk na mnie działa. Są takie, które przepuszczają mi prąd przez kręgosłup i przyprawiają o dreszcz (ten przyjemny). Hipnotyczny rytm bębnów. Piękny wokal. Nisko wybrzmiewające smyki. Perliste tony harfy. Chóry męskie. ALE. PRZEDE WSZYSTKIM. STRUNY. GITARY. Ochhhh... Moje nerwy wibrują razem z nimi.

Słowo na mnie działa. Cholernie. Podobno faceci zakochują się przez oczy, a kobiety przez uszy. No ja na pewno. Z drugiej strony wściekle utrudnia mi to słuchanie współczesnej muzyki popularnej. Serio.

I dowcip też mnie kręci. Zwłaszcza ten inteligentny i błyskotliwy.

To też ogromnie się cieszę, że Gudi  (jeszcze raz dzięki Dobra Kobieto) przypomniała mi, o rozpoczętym niedawno Akustyczniu, a Mąż Mój Cudowny był łaskaw (cudownie) ozdrowieć. A że dodatkowo Madre moja zgodziła się zaopiekować swoim jedynym Wnuczęciem - mogliśmy z Przemkiem oddać się rozpuście i udać na koncert.

O powodach mojego szczególnego, emocjonalnego stosunku do twórczości Roberta Kasprzyckiego pisała już żem była TUTAJ (za dwa tygodnie i dni trzy minie dokładnie... 6 lat, dacie wiarę?)

Cuuuuudnie było (chociaż krótko). Co prawda Studio S-1 Polskiego Radia nie do końca chyba nadaje się na takie przedsięwzięcia (brak baru, niewygodne krzesła, mało kameralna atmosfera), ale i tak...

Jak tylko zmyli się panowie z kamerami - przesiadłyśmy się  z Gudi z czteronogich narzędzi tortur na glebę (ja obstawiam zboczenie poharcerskie, ona - podzieciowe, obie obstawiamy, że nieusuwalne). I tak dorwał nas jakiś kolo z aparatem.

I śmy śpiewali. Nie sami, żeby nie było. I chłonęli byliśmy te dźwięki, słowa, mrok i blask, dym i deszcz...

"Trzymaj się wiatru Kochana" nie mogę nigdzie znaleźć, więc wrzucam inne :)






Do ostatniej tańczyliśmy z Przemkiem z ogniem, podczas jednego koncertu jakoś tuż przed ślubem :)
Pin It Now!

czwartek, 9 stycznia 2014

Koniec i początek

Końcówka starego i początek nowego roku minęły nam w absolutnym błogostanie.
Takiego poczucia pełni, absolutnego bycia tu-i-teraz życzę każdemu, nie tylko w tym roku.

W prawdzie nadal słabujemy nieco na gardłach, ale zdaje się, że choróbsko ma się ku końcowi.

A tak uczciliśmy moment przejścia.
Sylwestrowe naleśniki, wycinane w żyrafy i gwiazdki, z dżemem truskawkowym (sama żem robiła :D), twarożkiem i SYROPEM PIERNIKOWYM robionym wspólnie z Orą, o którym jeszcze wspomnę.

Żyrafa na talerzu
Żyrafa na nodze
Żyrafa na stole
Jeśli chodzi o bombonierki, to taka byłaby moja ulubiona :D
Ora woli melona
A Kasia (prezent od Babci M. - nie pytajcie) zupę gumkowo-spinkową.
Mamy z Przemkiem takie zboczenie, że nie gustujemy w szampanie. Z reguły świętowaliśmy miodem, ale tym razem wygrał grzańczyk :D
Sądząc, że Dziewczę do północy zdąży paść - koło 22 odpaliliśmy w ogródku zimne ognie. Dziewczę się nacieszyło, a o północy i tak oglądało sztuczne ognie.

Kasię, usadowioną na sankach wyczekujących śniegu, mama (Bo Ora została mamą, wiecie? Misia koali i Kasi właśnie. W momentach, kiedy wchodzi w tę rolę my zostajemy: ja - koleżanką, a Przemek - po dłuższych negocjacjach odnośnie płci - kolegą.) troskliwie otuliła kołderką.
Podsumowań, postanowień i innych toptenów nie będzie.
Szczęśliwości :)

P.S. O tym, że ten dzień (a właściwie noc) spędzamy w domu i we własnym towarzystwie Z WYBORU, że bardzo się tym cieszymy i nie trzeba nam z tego powodu współczuć, pisałam już była chyba tu.
Pin It Now!