niedziela, 22 września 2013

Nadciągają seriami ;)

Jeszcze na dobre nie zaczęłam o RB, a już zaczynam dwa nowe cykle (powiązane ze sobą).

Otóż słuchajcie, mamy taki plan, żeby nie posyłać Ory do szkoły.
W ogóle.
No, może do średniej.

Mamy taką myśl, żeby edukować Ją w domu.
I wyobraźcie sobie, że to możliwe i legalne (!).
:D

Teraz mała prośba, wszelkie oburzone komentarze, pytania i obawy napiszcie dopiero pod pierwszą notką cyklu o Edukacji Domowej, bo i tak dopiero tam będę mogła składnie na wszystkie odpowiedzieć. Tu ich nie opublikuję, bo się bałagan porobi.

A jako że zamierzenie jest śmiałe, zwłaszcza przy moich umiejętnościach organizowania czasoprzestrzeni, to postanowiłam już robić rozgrzewkę.

Ora nie chodzi (i nie będzie) do żłobka, nie planujemy też przedszkola. Kontakty rówieśnicze i wszelkie inne stymulacje zapewniamy Jej pozainstytucjonalnie.

Teraz będziemy to robić także (a Wy obserwować) w ramach projektu "Dziecko na warsztat"

(Dalej zżynam bezczelnie ze strony Organizatorki Projektu):

 "To cykl 10 warsztatów tematycznych, które mamy-blogerki będą przeprowadzać dla swoich dzieci.

Cały cykl zaczynamy 23 września i co miesiąc, aż do czerwca będziemy publikować na kilkunastu blogach relacje z naszych domowych warsztatów. Każdy miesiąc poświęcony jest innemu tematowi:
WRZESIEŃ – to warsztaty biologiczne
PAŹDZIERNIK – to nauka i eksperymenty naukowe
LISTOPAD – będą rządzić kulinaria
GRUDZIEŃ – zadbamy o rękodzieło na Boże Narodzenie
STYCZEŃ – warsztaty muzyczne
LUTY – logiczne myślenie górą!
MARZEC – królowa nauk – matematyka zawita na nasze warsztaty
KWIECIEŃ – na warsztatach będzie historia bliższa i dalsza – może rodzinna, może lokalna, a może światowa, kto wie?
MAJ – sztuki plastyczne mają głos
CZERWIEC -  to będzie warsztat warsztatów – każda z mam może przygotować warsztat na wybrany przez siebie temat. Jeśli nam się uda – dokonamy też podsumowania całego cyklu DZIECKO NA WARSZTAT na spotkaniu wszystkim mam uczestniczących w projekcie."

Jest moc, no nie? :D

Ponad trzydzieści blogów, tyleż matek, armia otwartogłowych dzidziołów. Radosność i szczęśliwość.

Może nasze warsztaty nie będą tak wypaśne, jak wiele innych (ze względu na orczyny wiek), ale młodszej młodzieży też się coś należy (tyryrym), a co.

Już jutro pierwszy warsztat. Będzie o zmaganiach z biologią.

W projekcie udział biorą:
www.bajdocja.blogspot.com,
www.biesydwa.blogspot.com,
www.chabazie.blogspot.com,
www.dwujezycznosc.blogspot.com,
www.dziecidwujezyczne.blogspot.com,
www.dzikajablon.wordpress.com,
www.gagatkitrzy.blogspot.com,
www.godzillapozera.blogspot.com,
www.grzesiowy.blox.pl,
www.herbata-ze-szklanki.pl,
www.julkaijejmiejscenaziemi.blogspot.com,
www.karolowamama.blogspot.com,
www.kinderki.eu,
www.kreatywnik.bloog.pl,
www.kreatywnymokiem.blogspot.com,
www.laschejunk.blogspot.com,
www.mama-bloguje.com,
www.mama-trojki.blogspot.com,
www.mamuska24.pl,
www.madredziecko.blogspot.com,
www.miastodzieciom.com,
www.myhomeandheart.wordpress.com,
www.naszerodzinnepodroze.blogspot.com,
www.optymistycznamamma.wordpress.com,
www.pomyslowamama.pl,
www.projektczlowiek.blogspot.com,
www.projektlondyn2014.wordpress.com,
www.strong-mamong.blogspot.com,

www.tominowo.blogspot.com,
www.wkrainiewesolychlobuzow.blogspot.com,
www.wpodrozyprzezzycie.wordpress.com,
www.wypaplani.pl,
www.vikisiezna.blogspot.com,
www.zabawyizabawki.blogspot.com


Się podzieje :D
Pin It Now!

niedziela, 15 września 2013

Lunatycznie

W poniedziałek byliśmy na urodzinach Darka (mojego brata i chrzestnego Ory), z której to okazji ( ;) ) Młoda otrzymała prezent :D
O taki o:
Muszę wyjaśnić że Aurora, obciążona genetycznie po obu liniach, książki po prostu uwielbia. Pamięta całe fragmenty tekstu, nawet trudniejsze słowa (i rozumie ich znaczenie, czym niejednokrotnie nas powaliła), potrafi usiąść i sama sobie "czytać", no i naturalnie ma swoje ulubione pozycje.

Nie ukrywam, że preferuje krótkie, rymowane historyjki, z dużą ilością obrazków (choć mogą być i same obrazki). Co nie znaczy, że od tej reguły nie ma wyjątków.

Dłuższe/nierymowane teksty sprawdzają się do zasypiania, jako dodatek do mleka.

Wziąwszy to wszystko pod uwagę obawiałam się, że wujkowo-urodzinowemu prezentowi przyjdzie poczekać na orowe zainteresowanie. Gdyż-albowiem, ilustracje (PRZEPIĘKNE!!!) są niemal monochromatyczne, zaś tekst, choć mową pisany wiązaną i do rymu - nie należy do najprostszych.

O matko małej wiary!

Orka książeczkę przeczytała (z moim skromnym współudziałem) z tchem zapartym i oczyma wlepionymi. I dziwić się nie ma czemu!

Historia małej Zochar poszukującej Księżyca jest piękna, nieoczywista, momentami smutna, momentami groźna, zawiera elementy humorystyczne i liryczne bardzo, zaskakujące zwroty akcji, a zakończenie ma (oczywiście) optymistyczne.

Tekst (a dokładniej tłumaczenie, co podbija poprzeczkę) może dlatego nie znużył Dzięcieliny (pomimo całkiem przyzwoitej długości), że jego rytm, tempo, przerzutnie, długość wersu, układ rymów, nastrój - wszystko - zmienia się jak w kalejdoskopie, pozostając jednak w harmonii i tworząc jedną, niezwykłą całość.

Ale to, co mnie urzekło, zmiotło i owładnęło, a co doceniła również Ora, to ilustracje. David Polonsky popełnił arcydzieło (przeglądając jego stronę stwierdzam, że nie pierwsze)! Delikatne, utrzymane w bardzo oszczędnej palecie (srebro, czerń, kość słoniowa, granat, błękit i szarości) barw obrazki, bogate w szczegóły, których nie sposób odkryć jednym rzutem oka, liryczne i zabawne (niejednokrotnie jednocześnie). Magiczne! Hipnotyzujące! Jego księżyce świecą NAPRAWDĘ!
No popatrzcie tylko (choć zdjęcia nie oddają srebrzystości kartek i całego uroku)!
I naprawdę, nie wierzę, by po obejrzeniu tej książeczki, można było - choć na chwilę - nie zostać lunatykiem ;)
U nas poszukiwanie księżyca stało się obowiązkowym elementem każdego wieczora.
Ulubiony fragment Ory?
"...
Po chwili głowa, łysa dość,
wyjrzała, mówiąc: - Ktoś ty? Ktoś?
Chłopiec? Dziewczynka? Czy też skrzat?
A może baba? Albo dziad?"
(z naciskiem na DZIAD)

Mój ulubiony fragment?
"...
Może tabliczki? Może mnożenia?"
:D

P.S. I jeszcze zwróćcie uwagę na te ĆMY! I jelonka! A policjant (z dyskretnym włamywaczem w tle)? I chmuro-słonio-marki! A czy Księżyc i powtarzający się motyw gwiazdek nie nasuwa Wam delikatnych skojarzeń z wczesnym Disneyem?
Pin It Now!

środa, 11 września 2013

O wolność bzykania

Adoptowaliśmy.
Jest ich pięć, brunatnych i słodkich, choć potrafią się odciąć, gdy trzeba.
Choć z drugiej strony możliwe, że któreś z nich jest grube i pasiaste (i nie może latać, ale o tym nie wie i lata), albo czerwone i nakrapiane.

No dobra, już tłumaczę. Wzięliśmy udział w akcji Greenpeace i adoptowaliśmy pięć pszczół (choć możliwe, że trafił się tam jakiś trzmiel lub biedronka ;) ).
W ramach przedsięwzięcia Adoptuj Pszczołę można wziąć udział w budowie hoteli dla dzikich zapylaczy.
O takich o: (zdjęcie stąd)
100 takich hoteli chce postawić Greenpeace w całej Polsce. W każdym 400 miejsc dla dzikich owadów zapylających. Jedna miejscówka to koszt 2zł.

Po co pszczołom hotele???
(ze strony akcji)
"Ponad połowa pszczołowatych, które stanowią dużą grupę wśród dzikich zapylaczy w Polsce, to gatunki zagrożone. Populacje niektórych (nie tylko pszczoły miodnej) maleją od wielu lat. W miastach większość naszych parków i zielonych przestrzeni jest zbyt sterylna jak na potrzeby owadów. W wielu miejscach obserwujemy w związku z tym zmniejszenie ich liczby. A gdy jest ich zbyt mało, gorzej wiedzie się innym zwierzętom, a także roślinom."

Ja tam lubię miód. Mrrrrr, nawet bardzo. I owoce i warzywa.  I pszczoły lubię, bo żądlą tylko w ostateczności (a i w genach to mam, po pradziadku pszczelarzu), i trzmiele za to że są małymi puchatymi kulkami zadającym kłam naukowym teoriom. I biedronki (głównie za sprawą Gałczyńskiego ;) ).
Chcę, żeby dzieci Ory znały te owady, żeby mogły recytować "Boża krówko, leć do nieba..." do żuka łażącego po palcu, a nie ilustracji w książce, żeby wiedziały jak smakuje miód i pomidor.
Z tych wszystkich powodów sprawa pszczół nie jest mi obca :D
A że Przemko odczucia ma podobne (może mniej sentymentalne, a bardziej praktyczne ;) ), to żeśmy wzięli i adoptowali.

Do czego i Was zachęcam.

A teraz kombinuję, jakby tu na ogródku machnąć taki minihostelik dla bzykadeł. :D:D:D


Pin It Now!