poniedziałek, 7 stycznia 2013

Tradycja rodzinna

Grupa Rekonstrukcji Historycznej "Gimlea" po raz pierwszy, ale my po raz trzeci szliśmy w Orszaku Trzech Króli (wbrew pozorom mieli korony, a nie ruchliwe noski i puchate ogonki ;) )
Jak zwykle naszą rolą było rozegranie finałowej walki dobra ze złem.
Idziemy coś ZBROIĆ ;)  Fot: Marysia Paszun, stąd
"Mędrcy świata, monarchowie, gdzie spiesznie dążyyycieeee?" Fot: Marysia Paszun, stąd
Przegrupowujemy się Fot: Marysia Paszun, stąd
Pogańscy wojowie i rycerze zakonni zwarli się w żelaznym uścisku... Fot: Marysia Paszun, stąd

Kobiety naparzały we wroga orzechami... foto: Cezary Aszkiełowicz, stąd
A rannych dobijały patelnią Fot: Łukasz Szełemej, stąd
I kiedy już prawie świętowaliśmy zwycięstwo... foto: Sebastian Wołosz, stąd
foto: Sebastian Wołosz, stąd

Wprawdzie Maltańczyków rozgromiliśmy za pomocą mieczy i wszechwładnej Patelni, ale potem dzieciaki zrobiły nas w balona ;D

Lubię, kiedy ludzie przypominają sobie, że świętować można, a w zasadzie należy radośnie :D
Pin It Now!

piątek, 4 stycznia 2013

Społeczeństwo mocium panie a także o rozdawnictwie mleka

Społeczeństwo to dziwny twór jest.
Bo toto jeździ mi pod oknem na traktorze, trąbi w niebogłosy i sprawia, że z głodnym i nie-w-nastroju-do-żartów Dziecięciem jadę do domu nie 5 a 25 minut (i jeszcze zaostrzeniem tego jeżdżenia grozi!!!).
Toto mi w bramie potrzeby swoje fizjologiczne załatwia, w komunikacji miejskiej pachnie nieładnie. Kolejki tworzy w sklepach niemożebne i przy kasie godzinę wybiera odpowiedni rodzaj gumy do żucia.

Ale w tejże wyżej wzmiankowanej komunikacji miejsca ustąpi (Jak się upomnę. Jak się nie upomnę - to różnie bywa, ale jak się upomnę - to zawsze i bez ochyby.) i na pasach niekiedy przejść da. Na ryneczku dynię w bonusie sprezentuje, doradzi co świeżutkie, a czego "Pani, tego to Pani z dzieckiem nie dam".

A ostatnio, wyobraźcie sobie, jeszcze w zeszłym roku, wydarzyła mi się ze społeczeństwem rzecz taka. Na pocztę żem była poszła. List nadać mężowy. A tam kolejka wieeeeeeeeeeeeeeeeelka, na całe cztery osoby (do innych okienek dłuższe). Nic to - myślę sobie - wytrwamy (bo w dwupaku w chustę zamotanym, a jakże)!

No i tak trwamy,  i trwamy, i trwamy, a z nami trzy inne niewiasty, bo gdyż albowiem pierwsza z niewiast (ta przy okienku) przesyłki nadawała w ilościach hurtowych, wypełniając w trakcie jakieś blankiety i wybierając z namaszczeniem wzory kartek świątecznych.
Niewiasty przede mną szum podniosły, że jak tak można, że tyle ludzi, tyle okienek, a trzy tylko czynne, co te pocztessy myślą sobie, skandal i święte oburzenie. Nagle ostatnia z nich odwróciła się i zoczywszy mnie z Tobołkiem zaczęła pokrzykiwać, że ja z dzieckiem to bez kolejki powinnam i co ja tak stoję w ogóle wyrodna taka!

Grzecznie odrzekłam, że postoję, ludzi denerwować nie będę, po za tym Przychówek przecie spokojny (drzemał), więc problemu nie ma.

Niezrażona kolejkowiczka zaczęła mnie wobec tego (jako siostrę, lub co najmniej siostrzenicę w ucisku) zasypywać skargami i wyrazami ubolewania oraz okrzykami zgrozy pod adresem urzędu pocztowego i świata jako takiego, oraz społeczeństwa, które to, jak się okazało, jest koszmarne jak ulica wiązów.

Po czym stwierdziła, że kolejka obok rusza się szybciej i pogalopowała do niej radośnie.

W tym momencie Mały Niedźwiedź dał znać, że śpi w prawdzie, ale już nie tak całkiem mocno. Czas zaczynał mnie poganiać.

Z zamyślenia nad tym faktem wyrwał mnie nasz Pan Listonosz, wpadając na nas i zagadując, czy po paczkę stoję. Zdębiałam, bo jako żywo o żadnej paczce nie wiedziałażem była. - No przecie zostawiałem awizo! - odparł, dotknięty chyba, Człowiek w Granacie. Odrzekłam mu uprzejmie, że od rana nie widziałam się ze skrzynką. Udobruchany uśmiechnął się i zniknął w przepastnych czeluściach Przybytku Pocztowego.

By za sekund pięć kiwać na mnie intensywnie z nieczynnego okienka paczką z moim nazwiskiem :D
(- Dowód pokazać? - zerknął na mnie z politowaniem, machnął głową w stronę nie-całkiem-już-śpiącej-Niedźwiadki - Przecież widzę!).

Taszcząc paczkę (pieluchy wielo, ale o tym innym razem) pod pachą wróciłam do karnego ogonka (niewiasta przy okienku zdawała się być już prawie całkiem zdecydowana ile i których pocztówek z kwiatowym motywem pragnie nabyć), jednak w tym momencie podszedł do mnie mężczyzna (a właściwie Mężczyzna, nie zawaham się stwierdzić), w moim około wieku, informując, że on mnie przepuści, bo stoi w kolejce obok, przy samym okienku, i że NALEGA.

Podziękowałam widząc porozumiewawcze uśmiechy i mrugania Kolejkowiczki-od-zwierzeń, podreptałam grzecznie do okienka obok, załatwiłam list w pięć sekund i goniona okrzykiem "Tak szybko???!!!" (w wykonaniu tej ostatniej) pogalopowałam do domu, docierając doń akurat w ostatnim momencie, żeby uniknąć dzikiej awantury i bezbrzeżnej rozpaczy mojej Córki z powodu obudziłam-się-i-jestem-głodna :D

Takie mamy społeczeństwo :D

A oto lista ostatnich dokonań jego Młodocianej Przedstawicielki:
  • Bierze dowolny telefon, przykłada do ucha i mówi do niego "Halo".
  • Pokazuje (i nazywa) ogon u wszystkiego, co go posiada.
  • Na prośbę pokazuje język.
  • Pokazuje i nazywa biedronki, gdziekolwiek je zobaczy.
  • Mówi jak robi wrona.
  • Pod wodzą Tatki wydobyła zakurzoną wanienkę zza mebli (teraz stale się tego dopomina) i bawili się - nie wiem do końca w co, ale przednio - Ona siedziała w środku w towarzystwie wielu i coraz to innych zabawek, albo metra sześciennego piłek, a On broił dookoła.
  • Nakarmiła ogórkiem figurkę Św, Mikołaja. Chciała się też ogórkiem podzielić z kotem zaokiennym. Chlebkiem karmiła lalę. A dziś podała mi misia Nifbjorna i zaczęła pokazywać na mnie usilnie paluszkiem, i czegoś się domagać. Kiedy dokonywałam różnych prób zadowolenia Progenitury (i misia) w końcu nieusatysfakcjonowana zaczęła cmoktać językiem. Okazało się, że niedźwiadek chciał mleka. Potem musiałam jeszcze nakarmić lalę Zuzię, ale w trakcie jej posiłku Orze zabrakło nerwów i cierpliwości, odepchnęła Wełnianowłosą od mojej piersi i przyssała się sama :D Dzielenie się ma swoje granice!
Pin It Now!

czwartek, 3 stycznia 2013

Abstrakcyjny, nieużywany ;D

Chwilę temu jeszcze grudzień, głęboka zima i zeszły rok, a tu nagle dziś młody styczeń i rok całkiem nowy, świeżutki, nie zużyty miętoleniem w kalendarzach. Zawsze to mi się nieco abstrakcyjne wydawało.

Ten miniony był pełen niezwykłości i "pierwszych". Zębów, kroków, wyjazdów, posiłków, całusów, słów i miliona innych. Piękny był i pełen odkryć, spraw nowych i fascynujących. I wiem, że ten nie będzie inny. Bo Przygoda trwa :D

A z zeszłego nie powiedziałam Wam jeszcze, że tam, gdzie Ora nie decyduje się jeszcze docierać na stopach - przemieszcza się w postawie wyprostowanej - na kolankach. Mówi "osiem". Nie, nie jest aż tak genialna, żeby liczyć w wieku 14 miesięcy, ale usłyszała jak mówiłam "osiemdziesiąt siedem" (zapamiętywałam nr strony w książce) i wbiła sobie w pamięć pierwszą część.

Podłapuje nowe słowa i wie jak, i kiedy ich użyć. W ogóle to, jak odnajduje zapamiętane schematy w różnych sytuacjach, jak orientuje się w kontekstach, mnie zadziwia. Ostatnio wystawiła do mnie otwartą dłoń. Cmoknęłam ją, nie wiedząc o co chodzi, na co Dziecko mnie pouczyło, że "otka!". Chodziło jej o przybicie piątki po prostu :D A jaka była zadowolona jak zrozumiałam o czym mówi :D Takich sytuacji jest mnóstwo, tylko jak chcę je opisać, to kurczę, nie pamiętam żadnego konkretnego.

A w nowy rok Dziewczę weszło już na własnych nóżkach. Chodzi coraz pewniej. Wciąż jeszcze na niewielkie odległości, ale już szykujemy się na sprinty po domu :)

Pin It Now!