poniedziałek, 17 września 2012

Proste

Z wczoraj:

Zobaczyła Tatę.
Powiedziała: Tata!
...
Pin It Now!

piątek, 14 września 2012

Przyszła żywicielko, czyli śniła mi się wieeeeeelka rzeka, wielka rzeka pełna...

Kasi dedykuję
Sami-Wiecie-Czego :D

Przed wyjazdem na Wolin miałam popełnić i zaprogramować na samoistne dodanie notatkę. Niestety przygotowania tak mnie pochłonęły, że nie podołałam. I tak czekała ta notka w mojej głowie i czekała i ewoluowała i wypączkowywała w milion notek-córek. Ale w końcu się doczekała.

Notka nie była sobie notką dowolną, a miała być na zadany (i lubiany) temat:
KARMIENIE PIERSIĄ
(me gusta! :D)

To nie jest notka dla Tych, co myślą jak ja. Bo one same sercem, ustami i kończynami wszystkiemi głoszą chwałę laktacji (określane niekiedy mianem terrorystek laktacyjnych) - do nich nie mam co pisać, bo ONE WIEDZĄ :D

Nie jest to też tekst dla tych, które z przyczyn medycznych (baaaaardzo niewielki procent), albo dlatego, że w pewnym momencie nie otrzymały odpowiedniego wsparcia i pomocy (duuuuużo większy) - nie mogły karmić naturalnie, mimo chęci. Tym serdecznie współczuję.

Zdecydowanie nie jest to list do tych, które karmić piersią nie chciały (nie chcą).
Bo po co.

Jest to tekst dla przyszłych mam, które za czas dłuższy lub krótszy będą żywić (piękne słowo, prawda?) swoje dziecko.

Nie jest to żadne tam kompendium wiedzy (po to, to do Hafiji zapraszam :D), tylko sprawy ogląd własny. Na własnej, jedno(póki co)dzieciowej praktyce oparty.

Nie będę pisać dlaczego WARTO KARMIĆ PIERSIĄ, bo: primo - tomy już o tym napisano, secundo - nie starczyłoby mi dni w roku i miejsca na blogu. Rzucę tylko retorycznie:
Co byś zrobiła, żeby zwiększyć inteligencję swojego dziecka? Czy chcesz, żeby ryzyko, że będzie chorowało na cukrzycę było mniejsze? Chciałabyś, żeby uniknęło alergii? Żeby jego odporność była większa, a przebieg chorób łagodniejszy? Chciałabyś zmniejszyć ryzyko że zachorujesz na raka piersi czy jajnika?

Będę pisać, że KARMIENIE PIERSIĄ JEST FAJNE!
Czasem, zwłaszcza na początku, bywa trudno.
Z drugiej strony mam przeświadczenie, że wiele rzeczy w życiu mi się udało, bo nie przyszło mi do głowy, że mogą się nie udać (wiem, że to nie zawsze wystarczy, ale pomaga).

O swoich mlecznych mrokach pisałam TU. Wiem, że są większe tragedie, ale ten epizod to moja największa trauma macierzyńska. Wiem, że byłoby mi o niebo łatwiej, gdybym wtedy była tak pewna swojej wiedzy jak teraz.


Dlatego piszę do Ciebie, kobieto, która jesteś tam, gdzie ja byłam.
UWIERZ W SIEBIE. Laktacja w dużej mierze siedzi w głowie.
Przygotuj się. Dopytaj, dokop do wiedzy, która będzie Wam potrzebna. Idź do dobrej szkoły rodzenia. Porozmawiaj z doradcą laktacyjnym. Z mamą długokarmiącą. Poczytaj dobre książki o karmieniu naturalnym lub sprawdzone strony na ten temat.
A potem wierz w siebie i swoje dziecko. I nie wahaj się walczyć o to, co cenne.

A po za tym:
  • Nie daj się straszyć krwawiącymi i ropiejącymi sutkami i wieczną męką. Gdybym opierała się wyłącznie na własnych doznaniach - powiedziałabym Ci, że karmienie nie boli. Nigdy, ani jednego razu, od urodzenia aż do dziś (6 zębów, idą kolejne) nic mnie przy karmieniu nie bolało. Owszem kilka (dosłownie) razy pojawił się lekki dyskomfort i tkliwość. Od znajomych wiem, że dziecko potrafi czasem ugryźć, że na początku, zanim sutki przyzwyczają się do pracy - mogą boleć. Jeśli ssanie boli to na 99,9% jest to problem z odpowiednim przystawieniem. Jeśli Cię to spotka - koniecznie poproś o pomoc kogoś KOMPETENTNEGO. Niestety, wbrew pozorom nie wszystkie położne takie są. Dlatego:

  • Koniecznie  zaopatrz się przed porodem w telefon do doradcy laktacyjnego i włóż go do torby do szpitala. Tych kilka pierwszych dni po przyjściu dziecka na świat to z jednej strony kluczowy i bardzo ważny dla przyszłości laktacji moment, z drugiej - czas, kiedy najwięcej się dzieje, pojawiają się największe emocje i najbardziej nie wiadomo kogo słuchać. Doradca wesprze Cię, kiedy przestaniesz ufać własnemu osądowi. Wiem, że dla mnie moja doradczyni była nieocenionym kołem ratunkowym (Kefiro dzięki raz jeszcze.).
  • Przygotuj swojego mężczyznę. Niech wie o co idzie i czemu to ważne. Dla dziecka. Dla Ciebie. I dla niego (kto by się tam przejmował społeczeństwem ;) ). Mój mąż razem ze mną walczył ramię w ramię w pierwszej linii frontu obrony mleka. Już pisałam, ale powtórzę, że to On pierwszy przystawił Młodą do piersi.
  • Nie daj się naciągać na tony sprzętu, jakoby niezbędnego do karmienia. Nie kupuj sztucznego mleka na zapas. W razie konieczności każdy szpital jest zaopatrzony. Butelka? My kupiliśmy jedną, z myślą o momentach, kiedy już Córkę będę chciała na kilka godzin zostawić z Tatką. Potem dowiedziałam się, że niepotrzebnie, bo równie dobrze (lepiej) można podawać dziecku odciągnięte mleko łyżeczką lub strzykawką. Podgrzewacze, wyparzacze i inne acze... Nie mam, bo nie widziałam dla nich zastosowania. Wkładki laktacyjne? Przydadzą się bezapelacyjnie, zwłaszcza na początku. Muszle i osłonki? Jeśli nie masz naprawdę wklęsłych sutków, to raczej zaszkodzą niż pomogą. Nie masz karmić sieczkarni tylko niemowlę ;) Laktator? Kwestia dyskusyjna. Ponoć można ręcznie. Ale ja się umordowałam przy tym nieziemsko. Laktator, mimo iż użyty kilka razy na krzyż - okazał się naprawdę przydatny. Na przyszłość przyda się pewnie pojemniczek do przechowywania i mrożenia odciągniętego pokarmu (w szkle, ani w plastiku nie można - traci właściwości). Generalnie nie daj się zwariować reklamom. Zasadniczo podstawowy sprzęt masz zawsze przy sobie, zawsze gotowy ;)
  • Jeszcze przed porodem poszukaj dobrego lekarza rodzinnego, do którego będziesz chodziła Ty i dziecko. Z mojego punktu widzenia jest to najlepsze rozwiązanie. Porozmawiaj z nim. Dowiedz się jakie ma poglądy na temat karmienia piersią. Niestety, jest wielu lekarzy dramatycznie niedokształconych w tej dziedzinie. Znajdź takiego, który nie jest :) Który wie, jakie leki stosować przy karmieniu i nie głosi herezji o "bezwartościowym i trującym płynie po roku życia dziecka" (autentyk!). (Tu podziękowania dla naszej cudownej Pani Doktor Z Portowej).
  • Nie daj sobie wmówić, że masz za małe/duże piersi, za wklęsłe/grube/małe/nie takie sutki, za chude/tłuste mleko, masz go za mało, żeby karmić. Mleka pojawia się tym więcej, im dziecko jest częściej z mamą i im częściej ssie. Mleko nie chlusta od razu wielką rzeką. Pojawia się powoli. Ale zawsze, jeśli tylko dziecko ssie. (uwaga, będzie ostro) UWIERZ W SWOJE CYCKI! Głodujące matki w Afryce karmią swoje dzieci długodystansowo. 
  • Zawalcz o pierwsze dwie godziny po porodzie (a właściwie jeszcze w trakcie III fazy). To nie jest łatwe. Ale tupnij nogą, albo nastaw bojowo męża. Noworodek jest nastawiony na szukanie brodawki, podpełznięcie do niej i zassanie. Te pierwsze chwile kontaktu skóra do skóry, pierwsza bliskość "po tej stronie", pierwsze powitanie i pierwsze ssanie piersi - są BEZCENNE. Emocjonalnie, fizjologicznie, duchowo. Nie pozwólcie się z nich ograbiać. Ja do dziś zastanawiam się, czy nie powinnam krzyczeć głośniej.
  • UFAJ SWOJEMU DZIECKU. Ono wie kiedy jest głodne, a kiedy się najadło. Wie jak długo i jak mocno ma ssać. Nie słuchaj, że je często, bo mleko za chude, albo że jak dasz sztuczną mieszankę to prześpi całą noc (no może i prześpi, tylko dostanie mniej wartościowy pokarm, a bezcenne m.in dla rozwoju mózgu mleko mamy będzie dostawało krócej). Nie słuchaj, że je za mało/dużo/często/długo. Nie słuchaj, że musisz odciągać laktatorem i podawać mleko butelką, żeby wiedzieć czy dziecko się najada. Jak mawiają laktacyjne terrorystki - gdyby wiedza ile dziecko wypija mleka, była kobiecie do czegokolwiek potrzebna, to piersi byłyby przezroczyste i z podziałką.
  • Daj sobie czas. Wyproś (śmiało!) z sali/pokoju postronnych, jeśli Ci przeszkadzają. Zadbaj o wygodę własną i dziecka. Nie spiesz się i spróbuj (to ta trudna część) nie denerwować. Ciesz się chwilą "liczenia rzęs". Robiły to miliardy kobiet przed Tobą. Miliony robią to w tej chwili. Dlaczego miałoby się nie udać coś tak pięknego. Tak ważnego. Do czego oboje jesteście przygotowani po prostu tym, że jesteście.
  • To nie prawda, że karmienie niszczy piersi. Piersi zmienia ciąża. Niszczy zaniedbanie i gwałtowne odstawienie dziecka od mleka (kiedy jednego dnia są regularnie opróżniane, a drugiego, przy rozpędzanej produkcji już nie). I brak dobrych staników. To nie prawda, że piersi są do seksu. Piersi są dla dzieci, a mąż jako większe dziecko może się nimi czasami pobawić, jak kolejką syna ;) Nie no przeginam, wiem. Ale są najpierw dla dziecka. 
  • Karmienie piersią nie oznacza katowania się restrykcyjną dietą. Nie daj się namówić na jedzenie jedynie ryżu i kurczaka na parze. Nie ma dzieci uczulonych na wszystko i nie każda wysypka to alergia na coś, co zjadłaś.  Dzieci nie lubią smaku czosnku i ostrych przypraw? Muhahahahahahaha!!! Jedz ZDROWO. Ale (zwłaszcza) jeśli w Twojej rodzinie nie ma alergii pokarmowych - stosowanie diety eliminacyjnej bardziej Wam zaszkodzi, niż czemukolwiek się przysłuży. Jedz z głową, smacznie i różnorodnie. I teraz uwaga, cytat z mojej szkoły rodzenia: "Raz w miesiącu kieliszek wina, odpowiednio wcześnie przed karmieniem też Wam krzywdy nie zrobi."!!! 
  • Karm tak długo, jak oboje będziecie pragnąć. WHO zaleca CONAJMNIEJ 6 miesięcy wyłącznego karmienia piersią (obok pokarmów stałych do drugiego roku), ale każdy dzień ponad to zwiększa korzyści z karmienia płynące. Nie słuchaj, że za długo, że patologia, że obrzydliwe, że się uzależni od Ciebie (muhahahahaha, jak nie chcesz mieć przy sobie istoty zależnej od Ciebie w 100% to nie zachodź ;) ), że Cię "wyssie", że próchnica, że po roku/pierwszym zębie/jak chodzi to już sama woda. Mitologia i ludzka fantazja nie mają granic. A ostatnio od jednej biolog człowieka usłyszałam, że natura dla gatunku homo sapiens przewidziała mleko z piersi w menu do trzeciego-czwartego roku życia :D I nigdy nie spotkałam osiemnastolatka, co by pił jeszcze mleko mamy.
  • Poszukaj w otoczeniu mamy długokarmiącej - to nieocenione wsparcie w trudnych momentach.
  • Powrót do pracy nie oznacza konieczności przerwania karmienia.
  • Nie wahaj się (jeśli tylko masz chęć) karmić wszędzie tam, gdzie Twoje dziecko będzie tego potrzebowało. Dawaj dobry wzorzec. Bądź dumna, pierś do przodu ;) Nie daj sobie wmówić, że właściwym miejscem, w którym Twoje dziecko powinno jadać jest toaleta. 

Powodzenia na mlecznej drodze :)

Założycielka Bojówek Laktacyjnych i Szczęśliwa Matka Karmiąca
Pin It Now!

wtorek, 11 września 2012

Niewiadomoco-i-skąd

...ale idzie. Ząb jak mniemam. Z fajerwerkami.

Jak dotąd o nowych zębach dowiadywaliśmy się, jak już było je widać. Najwyraźniej było to zbyt piękne, żeby trwać długo.

Coś majaczyło od miesiąca. Dużo śliny, jeżdżenie piąstką po zębach i komiczne dźwięki, kiedy Ździebło jednocześnie gadała, i przesuwała językiem po górnej szczęce. Macanie po uszach.

Wczoraj jednak zaczęła się zadyma. Najpierw Gżdacz dawał dobitnie do zrozumienia, że akceptowalnymi miejscami pobytu są li tylko i wyłącznie: ręce Mamy, chusta, kolana Mamy, ew. czyje inne, ale wyłącznie na moment. Po za mlekiem nie miała apetytu. Dziewczę wykazywało też absolutny brak cierpliwości, przytulastość, tkliwość i ciamkatowatość. Zaglądaniu w paszczę mówiło głośno, wyraźnie i stanowczo NIE.

Zaczęło się siąkanie nosem.
Gryzła też i memłała co popadnie, nie wyłączając moich ramion (Mam sznyty i siniaki! Niedługo założą nam niebieską kartę!). Zaznaczam, iż mimo wszystko, mimo zębów posiadanych i idących, mlekopodajki nie są i nie były kąsane, i mają się świetnie :D.

Dziewczę gulgocze niczym indyczka. Wściekle broni się przed fridką. Więc nie odciągamy. Poinhalowaliśmy solą. Zapodaliśmy maść majerankową pod nos. Miągwienie i lulanie przed spaniem. W nocy 37,3. Kilka wybudzeń z płaczem (choć potem zasypiała dość szybko).

Rano Ora obudziła się radosna jak skowronek i cieknąca jak coś bardzo cieknącego. Pożarła z apetytem śniadanie.

Przyniosła mi fridę! I sama sobie ją wsadza do nosa!!! No dobra, przytyka :D

A ja dalej nie wiem co to.
Pin It Now!