Wyobraź sobie taką sytuację.
Jesteś na obcej planecie. Sam.
Obcej w każdym szczególe. Nie rozpoznajesz nic. Obce, nieznane (i niepokojące) są dźwięki. Obce jest powietrze, którym oddychasz. W ogóle substancja, która Cię otacza nie przypomina nic, czego kiedykolwiek doświadczyłeś. Obcy jest dotyk podłoża. Obce i dziwne są zapachy. Widzisz niewiele, a to co widzisz nie przypomina niczego znajomego.
Na domiar złego nie możesz się poruszać. Coś dziwnego porobiło się z kończynami i albo nie słuchają Cię w ogóle, albo wykonują jakieś niezborne ruchy. Podrapanie się po nosie jest niemożliwością, o przemieszczaniu nie jesteś w ogóle w stanie pomyśleć.
Zasadniczo, to nie wiesz, gdzie jesteś, kto (lub CO) zamieszkuje to dziwne miejsce.
Jesteś zupełnie SAM, bezradny, w niewyobrażalnie obcej, pustej i ogromnej przestrzeni.
Strasznie? Wystarczająco, żeby krzyczeć?
No to dalej.
Wyobraź sobie, że na domiar wszystkiego zaczyna Cię swędzieć łopatka. Banał?
A swędziało Cię kiedyś pod gipsem, albo w tym miejscu na plecach, do którego nie można dosięgnąć?
Swędzi Cię. Swędzi straszliwie. Swędzi, swędzi, swędzi! SWĘDZI!!!!
Można wrzasnąć z wściekłości?
Jeszcze?
No to powiedzmy, że zaczynasz być głodny. Najpierw odrobinę. Potem coraz bardziej. I bardziej. W końcu czujesz, że już nie dasz rady, że jak zaraz nie zapełnisz żołądka choćby garścią piachu, to oszalejesz. Umrzesz! Już umierasz.
Albo jest Ci zimno.
Albo Cię boli.
Albo po prostu boisz się w tej ogromnej samotności.
Więc krzyczysz. Płaczesz. Nawołujesz. Szlochasz. Drzesz się. Wyjesz wniebogłosy, do ochrypnięcia, w ostatecznej rozpaczy, błagając wszechświat, żeby się zlitował nad Tobą...
Ale w końcu tracisz nadzieję. I siły. Już wiesz, że nikt nie odpowie na Twój krzyk. Że to tylko uszczupla Twoje (i tak wątłe) siły.
Kulisz się w kłębek i tylko próbujesz już nie czuć. Nie czuć nic...
Nie, nie zaczęłam tworzyć scenariuszy filmów grozy.
Ten opis to to, co czuje noworodek lub niemowlę pozostawione by się "wypłakało". By "nie uczyło się manipulować rodzicem". By "ćwiczyło płuca", "nauczyło się samo zasypiać i uspokajać". Czy z innego, równie bzdurnego powodu.
Ku podniesieniu emocji dodam jeszcze, że o ile Ty jesteś w stanie pomyśleć, że to, że teraz jesteś sam nie musi oznaczać, ze za jakiś czas ktoś się nie pojawi, o tyle dziecko takiej możliwości nie ma.
Noworodki żyją w tzw. "wiecznym teraz", nie wiedzą, że kiedyś było jedno, teraz jest drugie, a zaraz może być trzecie. Jeśli teraz jestem sam, to znaczy że zawsze byłem sam i zawsze będę sam. Jak dla mnie - piekło w czystej postaci.
A teraz zmieńmy scenariusz. Wyobraź sobie, że w tej pustce pojawia się znajoma (choć mocno rozmazana) twarz. Znajomy zapach. Dźwięk, z którym dotąd żyłeś. Głos, który znasz lepiej niż własny. Otacza Cię ciepły, miękki dotyk. Masz uczucie, że nie jesteś już sam. Że ktoś odpowiedział na Twoje wołanie. I nawet jeśli nie od razu wie, jakiej pomocy potrzebujesz, to przerażenie jest już mniejsze, nieprawdaż?
Warto wiedzieć, że ciałko dziecka pozostawionego by płakało w samotności dosłownie zalewa fala
kortyzolu (hormonu stresu). To tsunami, które niszczy połączenia nerwowe w mózgu.
Dzieci, narażone na stale podniesiony poziom kortyzolu we krwi, mogą odczuwać konsekwencje tego stanu przez resztę życia. Pomijając oczywiste problemy psychiczne (większa podatność na stres, nieumiejętność radzenia sobie z nim, wylęknienie lub agresja) są bardziej zagrożone m.in. cukrzycą i chorobami serca. Z resztą zerknijcie w sieć, choćby
tu.
Pozostawienie płaczu dziecka - który jest jego jedyną dostępną formą komunikacji - bez odpowiedzi to jeden z potworniejszych sposobów znęcania i dręczenia, jaki jestem sobie w stanie wyobrazić.
Fakty, o których napisałam nie są nowe. Nie są specjalnie ukryte przed opinią publiczną.
Tym bardziej szokuje mnie fakt, że jeszcze ktokolwiek zaleca pseudo-metody typu "
crying out". Żesz kurna, ludzie, toż to karalne być powinno!
A wspominałam już, że obraz mózgu dziecka "wypłakiwanego" w samotności i dziecka, które odczuwa ból są identyczne? Nie? No to mówię.
Aha, u tego samego dziecka, płaczącego w ramionach opiekuna poziom kortyzolu spada, nawet jeśli płacz trwa.
Wypłakiwanie?
Wypłacz SIĘ SAM!
Pin It Now!