W nocnej jeździe samochodem (na siedzeniu pasażera) jest coś niezwykłego. Poczucie zawieszenia, wyłączenia z akcji - niemożność działania, która przestawia nas na tryb kontemplacyjno-refleksyjny. Światło reflektorów na sekundę wyławiające z ciemności coraz to inne obrazy sprawia, że ma się wrażenie bycia cząsteczką jaźni, niematerialną niemal, nie zmieniającą nic, nie pozostawiającą śladu w mijanym właśnie wszechświecie, a jedynie chłonącą coraz to nowe, niepowtarzalne doznania, obrazy, światła, cienie.
W podróżowaniu nocą jest rodzaj podskórnego napięcia. Bezczynny czas nabrzmiały możliwościami, brzemienny oczekiwaniem, niepewnością. Każdy zakręt, każdy kilometr może przynieść (i przynosi) nową niespodziankę, nowy, nieodkryty jeszcze sekret. A u końca majaczy niewyraźny, niedookreślony jeszcze cel. Czym będzie? Jaki będzie? Ogromna, nieogarniona przestrzeń dla wyobraźni.
Jechaliśmy przed siebie, w noc, słuchając muzyki. Jechaliśmy czując nawzajem swoje ciepło. Wystarczyło tylko ciut obrócić głowę, żeby zobaczyć TĘ twarz. Wystarczyło tylko wyciągnąć dłoń. Jechaliśmy ciesząc się na to co przed nami i radując tym, co minęło. Trwaliśmy w oczekiwaniu na to, co czekało na końcu drogi.
I - wierzcie, lub nie - cały czas - to z lewej, to z prawej - świeciła nam Wenus. Księżyc pojawił się tylko na moment - żółty, jak oblany miodem i trochę nadgryziony z prawej strony, ale Ona świeciła nieustannie.
Pin It Now!
wtorek, 7 września 2010
poniedziałek, 6 września 2010
Powróceni z XV wieku :)
Wróciliśmy!
Dla wszystkich niewtajemniczonych - plany celu naszej podróży poślubnej ulegały gwałtownym przemianom, by w jakieś pół dnia przed wyjazdem przyjąć ostateczny kształt Szteklina - piętnastowiecznego dworku rycerskiego :D.
Było obłędnie. Na przekór docierającym z całej Polski (za pośrednictwem radia - telewizora nie włączyliśmy nawet na minutę) informacjom, że: "leje i będzie lało" - u nas było błękitne niebo, obłoczki i słoneczko (przelotnie popadało jedynie w czwartek).
Za dnia intensywnie eksplorowaliśmy okolice, a wieczorami - kominek :)

Sukcesywnie będę przepisywała tutaj swoje notatki z podróży, ale dopiero, jak się rozpakujemy. Pin It Now!
Dla wszystkich niewtajemniczonych - plany celu naszej podróży poślubnej ulegały gwałtownym przemianom, by w jakieś pół dnia przed wyjazdem przyjąć ostateczny kształt Szteklina - piętnastowiecznego dworku rycerskiego :D.
Było obłędnie. Na przekór docierającym z całej Polski (za pośrednictwem radia - telewizora nie włączyliśmy nawet na minutę) informacjom, że: "leje i będzie lało" - u nas było błękitne niebo, obłoczki i słoneczko (przelotnie popadało jedynie w czwartek).
Za dnia intensywnie eksplorowaliśmy okolice, a wieczorami - kominek :)
Sukcesywnie będę przepisywała tutaj swoje notatki z podróży, ale dopiero, jak się rozpakujemy. Pin It Now!
środa, 1 września 2010
Wyjechani
Do niedzieli jesteśmy m. in. tutaj, w Rycerskim Dworze w Szteklinie u samozwańczego kasztelana Tadeusza. Jak wrócimy - opowimy (jak było :) ).
Do tego czasu - buziaki i ukelki Pin It Now!
Do tego czasu - buziaki i ukelki Pin It Now!
Subskrybuj:
Posty (Atom)