piątek, 8 marca 2013

Tak i nie, i wszystkiego

Nie uważam, żeby kobieta była gorsza od mężczyzny.
Ani lepsza.
Uważam, że kobiety różnią się od mężczyzn.
Uważam, że wszyscy zasługujemy na taki sam szacunek, równe prawa i wolność.
Nie czuję się dotknięta, gdy mężczyzna przepuszcza mnie w drzwiach, odsuwa krzesło, czy podnosi się na moje powitanie. Nawet "całuję rączki" na ogół mnie nie przeraża. To miłe dla mnie.
Jestem przeciwna parytetom.
Jestem za dłuższym macierzyńskim.
Albo ojcowskim.
I żeby się liczył do emerytury.
Lubię nosić sukienki.
Lubię i spodnie.
Nie ścinam się na megakrótko ;)
Nie powiewam transparentami na manifestach.
Ale prawa kobiet do samodecydowania będę bronić zębami i pazurami.
Lubię więcej mężczyzn niż kobiet.
Mam Córkę.
Jestem zagorzałą  orędowniczką używania żeńskich form określających zawody i stanowiska.
Świetnie czuję się w swojej płciowości. Moja kobiecość jest dla mnie źródłem radości.
Kobiecość ma dla mnie wiele znaczeń i oblicz. Jest kobiecość wojująca, dzika. Jest i uległa, miękka. Żadna gorsza. Każda niezbędna.
Nie mam "psiapsiułek" i z reguły kiepsko się czuję w sfeminizowanych środowiskach.
Wkurza mnie robienie z mężczyzn podgatunku i tekst "facet to świnia".
Uważam, że ojcowie są dyskryminowani w swoich prawach.
Jestem pełnoetatową kurą domową.
Uważam, że każda kobieta powinna mieć możliwość robienia kariery zawodowej.
Ale uważam też, że każda powinna mieć możliwość nie robienia kariery. I ROZWIJANIA SIĘ w inny sposób.
Uważam, że kobiety nie są solidarne. Nie uczono nas tego.
Uważam, że kobiety są wspaniałe. I mają moc.
Mężczyźni też.
A feminizm to dla mnie słowo o niesprecyzowanym znaczeniu.

A tu kilka celnych ziarenek z tego korca.

Cokolwiek się powie o kobiecie – jest prawdą
Fryderyk Nietzsche

(Ja wiem, że ogromnie tendencyjne, ale MNIE się podoba ;) ):
Kobieta staje się piękną dopiero wtedy, gdy wykarmi dziecko i ogrzeje łoże.
Ali ibn Abi Talib

 Kobieta w swej zmienności jest stała jak wodospad.
George Bernard Shaw

Kobiety już nie wybaczają naszych [mężczyzn] błędów, nie wybaczają nawet swoich własnych.
Alfred Capis

Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety, a kobieta nigdy nie zrozumie mężczyzny i to jest właśnie ta rzecz, której kobiety i mężczyźni nigdy nie zrozumieją.
Allan Pease

Mężczyźni widzą przedmioty, kobiety ich wzajemne relacje
John Fowles

 
(z dedykacją dla Hafii i Małpy :D)
Najbardziej ponadczasowym i klasycznym pięknem są piersi kobiety.  
Johnny Depp

Nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety, które nie wiedzą, że są piękne.  
Vivien Leigh

 Teraz kobieta miała już wszystko o czym marzyła. To ją rozgniewało. Aby pozbyć się złości, uderzyła pieska – piesek zaskowyczał i uciekł, uderzyła lwa – lew zaryczał i odszedł, nadepnęła nogą żmiję – żmija zasyczała i odpełza. Małpa też uciekła i ptaki odleciały, kiedy kobieta na nie nakrzyczała...
– O, ja nieszczęśliwa! – zawołała kobieta, załamując ręce. – Przytulają się do mnie, chwalą mnie, kiedy jestem w dobrym nastroju i wszyscy uciekają, kiedy jestem zła. Jestem taka samotna! O wszechmogący Mahadewo! Ostatni raz już cię proszę: stwórz mi taką istotę na którą mogłabym zrzucać złość, taką która by nie miała śmiałości uciec ode mnie, wtedy kiedy jestem zła, taką która musiała by cierpliwie znosić wszelkie moje fochy i szturchańce.
Mahadewa zamyślił się głęboko i stworzył jej... męża. 

Włas Doroszewicz, Kobieta

Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
Wojciech Eichelberger

 Kobiety pragną tylko jednego: WSZYSTKIEGO.

 Życzę Nam SPEŁNIANIA :)
Pin It Now!

czwartek, 7 marca 2013

Jak zostałam gazelą, do czego są ogrodniczki i o słońcu

Niestety, plany związane z wolnym czasem Przemka wzięły w łeb, a konkretnie w gardło. I nie chodzi o procenty. Po prostu do mężowej gardzieli przyplątały się jakieś wstrętne bakcyle i Biedny Żuczek musi je eksterminować przy pomocy imbiru, lipy, syropu z cebuli, prochów od lekarza i aresztu domowego.

Jednak niedyspozycja gardłowa nie przeszkadza mojemu Małżonkowi w dziczeniu. W dodatku w swoje niecne poczynania angażuje Progeniturę.

Ostatnio np. namówił Ją na wspólny, zmasowany atak na niżej podpisaną. Dokładniej niczym lew i małe lwiątko napadli na swoją niczego niepodejrzewającą ofiarę, jak na gazelę u wodopoju ( ;) ) po czym zaczęli ją kąsać, chapać (lwiątko za wyraźnym poduszczeniem większego mordercy) oraz przytykając paszcze do jej brzucha wypuszczać powietrze, wydając dźwięki zaprawdę nieprzystojne (i niemiłosiernie gilgocząc).

Krwawą scenę przerwało lwiątko oznajmiając donośnie (i radośnie) że: "Mleko!" i rzucając się na inną część ciała (bardziej kojarzoną z łabędziem, niż dowolnym kopytnym ;) ). Całe szczęście nie z zębami.

Choć Tatko przykuty jest do domostwa to obłędna, zaprawdę pogoda nie pozwala na siedzenie pod dachem. Odziałam tedy Dziewczę w ocieplane ogrodniczki, kurtę ciepluchną, a ruchów nie krępującą, czapę wiosenną, szal we wdzięcznym odcieniu seledynu oraz (specjalnie na ogrodowe potrzeby zakupione) paputy z dinozaurem (pierwsze "chodzące" obuwie naszej Córy!!!) i Wyruszyłyśmy Do Ogrodu :D

Kto widział nasze włości zrozumie ironię, jako że rzeczone tereny zielone mierzą ok. trzy kroki wzdłuż i sześć w szerz, jednak mimo mikro rozmiarów nasz ogródek jest naprawdę fantastyczny :D.
Orka się zakochała. Przy pierwszej okazji pacnęła na ziemię i widok uwalanej glebą rączki zafascynował ją na dłuuugą chwilę. Z upodobaniem grzebała w doniczkach, grabiła ziemię (zruszoną modernizacyjnymi zapędami Macierzy), wcinała miętę prosto ze skrzynki (poczuła zapach, kiedy usuwałam zeszłoroczne gałązki - "Metka!"), dotykała roślinek, chodziła, padała, wstawała (Raz pacnęła nawet policzkiem na trawę. Myślicie, że się przejęła?).

Teraz wystarczy, że wieszam pranie, albo że ja czy Przemko zbliżymy się do "tarasowych" drzwi - Młoda gna do nich, przełazi sama przez próg i najchętniej zamieszkałaby chyba pod krzakiem.

Posadziłyśmy szczypiorek, posiałyśmy sałatę (dwa rodzaje) i rukolę, a w domu kiełkujemy kiełki. Inne nasiona czekają na swoją kolej. Mamy już wyrośnięte: lawendę, rzeczoną miętkę, róże, truskawki, magnolię, chyba-forsycję, bez i parę innych zielenin, które jeszcze nie wiem czym są. Mamy też cyprysika i świerczka-miniaturkę. I winogrona. Ha! A pranie suszone na dworze pachnie niezrównanie.

A dziś gościliśmy Grzesia, Agnieszkę i siedmiomiesięczną Hanię (jak ja mam szczęście do Ań, tak moje Dziecię do Hań widzi mi się :D). Dzieciaci znajomi naprawdę Tworzą w naszym życiu zupełnie nową jakość :D A jak chcecie przepis na Ceramiczną Tartę Karobowo-konferencyjną, to jest tutaj :D
Pin It Now!

niedziela, 3 marca 2013

Kąpiel w wibracjach, a także o ptaszkach na słoninie, spotkaniu pod psem (dwoma) i porozumieniu tunelowym

Poszłam na warsztaty śpiewu białego (to taki śpiew, który - jak powiedziała nasza instruktorka - nie wymaga słuchu :D). 
Rany Julek!

Od dawna baarrrdzo chciałam się tego uczyć, ale jak trafiałam na informację o jakichś warsztatach, to z reguły były albo dla młodzieży, albo gdzieś na drugim końcu Polski.

Było bossssssko. Takiej wyzwalającej, odprężającej i stymulującej kąpieli w dźwięku nie zaznałam od daaaaaaaaaaaawna. Uwielbiam! Chcę więcej! To moje wibracje!

Po za tym "ciorna galoćka" odleciała i mamy wiosnę. WIOSNĘ. Pogoda taka, że tylko oddychać.
Mimo to sikorkom dopisuje apetyt na naszą słoninę. W okolicy jest tego tałatajstwa od groma (Sikorek, nie słoniny. Bogatek, modrych, a raz czubatkę przydybałam.) i zawiesiłam (z wydajna pomocą Przemka) im trzy kawałki, tuż za oknem, żeby Dzięcielina mogła podziwiać. Na razie podziwianie udało się raz :D Bo kisiorki gagatki-dziobatki płochliwe są. Ale jeszcze je zdybiemy. Kiełki posiałam. A jutro biorę się za porządek w ogródku. W ogóle, jako że Przemko ma urlop powietrzymy się, że hej. Będzie las, będzie woda, będzie działka. A pod dachem to może basen. O ile tylko nam Wiking się nie rozłoży, bo jak na złość dziś wieczorem gardło go rozbolało i ogólnie nieszczęśliwy chodził. Poję imbirem i tranem, otulam kocykiem, tylko czosnkiem karmi się na własną rękę.

Wczoraj w przypływie wiosennego obłędu zaczęłam przed Dziewczęciem moim wykonywać dzikie pląsy. Dziewczę, wystawcie sobie, wyśmiało mnie serdecznie, po czym... raczyło się przyłączyć. Naprawdę powtarzała moje ruchy. A wieczorem próbowała nucić melodię z radia :D

Od jakiegoś czasu wrażliwa jest na hałasy. "Boisię" nie tylko pralki, ale i wiertarki, i zbyt głośno pracującego odkurzacza.

Nadal uwielbia jak czytamy Jej książeczki o zwierzętach (naturalnie z odgłosami paszczą ;) ). I "Lokomotywę". Potrafi je podawać jedną po drugiej, a gdy zapas się wyczerpie zaczynać od nowa. I żeby nie było - Ora MA inne książeczki.

Uwielbia też działalność kuchenną. Druga półka kuchennego regału została oddana do Jej wyłącznej dyspozycji (co oczywiście nie przeszkadza Jej korzystać ze wszystkich innych, do których sięga). Ma tam suszone jabłka, śliwki, daktyle, ryż dęty i paczkę kory cynamonowej (kiedyś skądś wygrzebała i nie dała sobie zabrać, więc dostała ją na własność).

Jakiś czas temu najpierw rozsypała po podłodze ryż, żeby pływać w nim "żabką", po czym przygotowała...
Szefowa kuchni poleca - ryż z jabłkami i cynamonem :D
Kuchenne rewolucje - Ta foremka jest niedomyta!!!
Aaaa, że ona ma taki kolor... To w porządku.
Mówi, chodzi, rośnie.
Nie nadążam z rozszerzaniem słownika, dlatego od teraz zapisuję tylko słowa zniekształcone, a pomijam te, które już wymawia dokładnie. Za dużo tego.

Pojechałyśmy dziś do bardzo sympatycznej pary i ich siedmiomiesięcznej córeczki, żeby pokazywać motanie.

Pokazywanie udało się nadzwyczaj. Ora nieco zaspana nie była nastawiona entuzjastycznie do spotkania, ale możliwość wybebeszenia mojej torebki nieco poprawiła Jej humor. A już całkowitą rewelacją okazały się dwa psy (suki konkretnie ;) ), którym w pewnej chwili udało się wemknąć do pokoju. Bardzo przyjazne i bardzo ciekawskie. Orka przejawiała wobec nich uczucia ambiwalentne z przewagą obłędnej euforii.

Zdecydowanie podobała Jej się psica przypominająca golden red rivera (ale zaznaczam, że ja się na psach nie wyznaję) - stateczniejsza połówka duetu. Ora nawet ją pogłaskała.
Natomiast czarny, sympatyczny skąd inąd czort, ze smukłymi łapami i czołem pomarszczonym jak shar pei, wzbudził zdecydowaną obawę i  spowodował kurczowe wtulenie we mnie.

Wyproszenie piesków za drzwi zostało skwitowane płaczem (łał,łał,łał, tam) więc beżowy, ogromny i kudłaty stwór został zaproszony ponownie, wtedy jednak Zmienna Istota orzekłą, że "boisię" i to by było na tyle. Za to po powrocie namiętnie opowiadała Tatce o psich przygodach. Naprawę!

Po za tym oglądałyśmy dziś mewy, kaczki (jeden kaczor zrobił "pum!" z mostku wprost do wody), łyski, sikorki, wróble, kawki, sroki, gołębie, kota, łyski i słońce na Odrze (Oda!). Opowiadam Jej o wszystkim, co razem oglądamy. Nie wiem ile z tego dociera do płowej łepetynki. Ja przyrody uczyłam się "na sucho" z książeczek, które czytał mi Dziadek Stefan. Ale pamiętam i darzę tę dziedzinę sentymentem do dziś.

Powrócił szał na ogóra. I kapustkę kiszoną. I kiszonego ogóra. Wszystko zagryzane melonem i jogurtem bałkańskim. I rybą, bo Dziadek Bogdan złowił i przywiózł. I kabanosem. I makaronem (w sklepie potrafi go wypatrzeć). I masłem, z niewielkim dodatkiem chleba. I oliwkami. "Pyszne!". Natomiast chrzan, koperek czy ser żółty są "blech, blech" (moje wyrażenie). A ostatnio na zakupach Pani Kasjerka z Pobliskiego Sklepu miała ubaw, bo na widok naszych nabytków zjeżdżających z taśmy GłodomOrka na całe gardło (i sklep) zakrzyknęła "Bambam!!!!" (banan), co PKzPS skwitowała "No tak, w dom dziecku jeść nie dają".
"Ahh, ha, ha, jakże się śmiejemy." jakby powiedział 71-godzinny Ahmed...

Kolejną obsesją ostatniego sezonu są miedziaki. Aurora mówi na nie "osiem", domaga się ich kiedy tylko usłyszy brzęk portmonetki i nie daje sobie odebrać (dzika rozpacz). Całe szczęście nie ma tendencji do pożerania. Nie wiem, czy się cieszyć, czy wręcz przeciwnie.
Oprócz kasy w modzie są ciuchy. Apaszki konkretnie. Chustki, szaliki i małe ręczniki. Wszystko, co da się zarzucić na głowę, ramiona, misia i pudełko.

A po południu odwiedziły nas MamaHani z Hanią :D
Na początku głównie siedziałyśmy i patrzyłyśmy z (metaforycznie) rozwartymi paszczękami, jak Dziewczyny się dogadują. Orka robiła Hani "cacy" (Hania ma stworzone do tego włoski), ganiały po domu, uprawiały mlekowanie synchroniczne, pełzały w tunelu (udało im się nawet niemal-bez-kolizyjnie wyminąć ;) ), Ora dała popis tańca na stole, jeździły pchaczami (takimi zabawkami na kółkach do pchania, nie chodzikami) i od Hani Ora się dowiedziała, że to można robić chodząc jednocześnie :D, Orka zaglądała Hani w oczy i usiłowała zagadać na śmierć, Hania próbowała się nie dać :D, ujeżdżały renifera, podskubywały świeży chleb, Hania skakała z wysokiego progu prowadzącego na ogródek i w ogóle dobrze im się działo :D. Nam się dobrze działo.
Pogadaliśmy sobie o "rodzicowych" sprawach (rodzice wiedzą o jakich, a bezdzietnych i tak to nie zainteresuje ;) ), a potem dziewczyny musiały pojechać. Czekamy na jeszcze.

A teraz śpimy. No prawie... :D
Pin It Now!