...ale idzie. Ząb jak mniemam. Z fajerwerkami.
Jak dotąd o nowych zębach dowiadywaliśmy się, jak już było je widać. Najwyraźniej było to zbyt piękne, żeby trwać długo.
Coś majaczyło od miesiąca. Dużo śliny, jeżdżenie piąstką po zębach i komiczne dźwięki, kiedy Ździebło jednocześnie gadała, i przesuwała językiem po górnej szczęce. Macanie po uszach.
Wczoraj jednak zaczęła się zadyma. Najpierw Gżdacz dawał dobitnie do zrozumienia, że akceptowalnymi miejscami pobytu są li tylko i wyłącznie: ręce Mamy, chusta, kolana Mamy, ew. czyje inne, ale wyłącznie na moment. Po za mlekiem nie miała apetytu. Dziewczę wykazywało też absolutny brak cierpliwości, przytulastość, tkliwość i ciamkatowatość. Zaglądaniu w paszczę mówiło głośno, wyraźnie i stanowczo NIE.
Zaczęło się siąkanie nosem.
Gryzła też i memłała co popadnie, nie wyłączając moich ramion (Mam sznyty i siniaki! Niedługo założą nam niebieską kartę!). Zaznaczam, iż mimo wszystko, mimo zębów posiadanych i idących, mlekopodajki nie są i nie były kąsane, i mają się świetnie :D.
Dziewczę gulgocze niczym indyczka. Wściekle broni się przed fridką. Więc nie odciągamy. Poinhalowaliśmy solą. Zapodaliśmy maść majerankową pod nos. Miągwienie i lulanie przed spaniem. W nocy 37,3. Kilka wybudzeń z płaczem (choć potem zasypiała dość szybko).
Rano Ora obudziła się radosna jak skowronek i cieknąca jak coś bardzo cieknącego. Pożarła z apetytem śniadanie.
Przyniosła mi fridę! I sama sobie ją wsadza do nosa!!! No dobra, przytyka :D
A ja dalej nie wiem co to.
Pin It Now!
wtorek, 11 września 2012
piątek, 7 września 2012
Optymistycznie i niepatetycznie, a jednak... I szwedzka muza o polskiej historii
![]() |
| Dziecię polujące na słońce :) |
Jest sobie taka historia. Studentka na początku ostatniego roku licencjatu. Para młodych ludzi rozstających się i godzących średnio dwa razy w miesiącu w wyjątkowo fajerwerkowej konwencji. Oboje mniej lub bardziej zaburzeni. Chłopak, sprawiający wrażenie, że świat to dla niego imprezy i komputer. I alkohol. Wpadka. Strach. O przyszłość, o studia, o pieniądze, o wszystko.
Jestem szalenie wdzięczna tej dziewczynie za przykład nieugiętej konsekwencji. Odpowiedzialnego podejmowania decyzji. Odwagi.
Dziś jest szczęście, plany na przyszłość i związek, który z każdym dniem staje się dojrzalszy i szczęśliwszy. I nie mówcie mi, że MUSIELI szybko dojrzeć. Wcale nie musieli. Mogli się migać. Mogli się poddać. Zrobić unik. Ale OBOJE (!) wzięli na klatę. I podołali. I są wspaniali :D I szczęśliwi.
Jest w Europie taki system szkolny, w którym dzieci nie są egzaminowane i testowane do 16 roku życia, a w światowych rankingach plasują się w czołówce (pierwsze miejsce i okolice), praca nauczyciela to zawód prestiżowy, niemal wszystkie szkoły są państwowe, a płatne korepetycje prawnie zabronione, nauczyciel spędza w szkole ok 4h i pracuje z dzieckiem na zasadach partnerstwa, a na poziomie szkoły średniej uczniowie sami wybierają sobie przedmioty.
A siedemdziesiąt trzy lata temu (moja Prababcia miała osiem) 360 polskich żołnierzy stawiło opór 42 000 niemieckich najeźdźców w bitwie pod Wizną, nazywanej polskimi Termopilami. Niedawno odnaleziono grób dowódcy Polaków - kpt. Władysława Raginisa. A o bitwie tacy popularni Szwedzi nucą całkiem nielichą piosneczkę.
Można?
MOŻNA!
Pin It Now!
czwartek, 6 września 2012
Jaki Korczak?
Nie napiszę o jego poglądach lepiej od Niego, więc nawet nie próbuję. Jako klasyczna egocentryczka napiszę o sobie.
Kiedyś rzuciłam jego nazwisko (pseudonim literacki :) ) w rozmowie z gimnazjalistami, licealistami i studentami. Rzuciłam od tak, przy okazji, przekonana, że każdy wie kto to. Wiedziała jedna dziewczyna spośród ok. dziesięciorga młodych ludzi. Byłam zaszokowana.
Króla Maciusia nie lubię. Przeczytałam obie książki o nim jeszcze w podstawówce i były dla mnie tak głęboko depresyjne, że do dziś mam uraz.
Jestem Jego dłużniczką. Szczęśliwą spadkobierczynią. Jego wiary w człowieka. Praw dziecka. Samowychowania. Prawa dziecka do szacunku. Do samostanowienia. Wyznawczynią antypedagogiki. Kształtowali mnie ludzie wierzący w to, w co on wierzył i według czego żył. Hasłem "Nie ma dzieci - są ludzie" powiewam jak sztandarem. To moje credo od początku mojej pracy z dziećmi.
Kiedy słyszę Jego nazwisko - mimo wszystko mam jednak pod powiekami obraz starca, niosącego dziecko na ręku i idącego ulicą pod zielonym sztandarem. Choć nie to uważam za koronny przykład Jego heroizmu.
Mam do tego nieznanego człowieka, odległego w czasie i doświadczeniu stosunek niezmiernie emocjonalny. I głęboką cześć.
Mimo to...
Nie zależy mi już tak na tym, żeby pamiętano jego nazwisko. Żeby pamiętano ostatni marsz.
To czego najgoręcej pragnę w głębi serca, to żeby jego idee stały się powszechnie znane, rozumiane i PRAKTYKOWANE.
Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.
Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję- poczucia bezpieczeństwa.
Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.
Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.
Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.
Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga.
Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.
Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.
Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To, dlatego nie zawsze się rozumiemy.
Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.
Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.
Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało
Nie bój się miłości. Nigdy.
A tak przy okazji - jest Jego rok, wiecie? Pin It Now!
Kiedyś rzuciłam jego nazwisko (pseudonim literacki :) ) w rozmowie z gimnazjalistami, licealistami i studentami. Rzuciłam od tak, przy okazji, przekonana, że każdy wie kto to. Wiedziała jedna dziewczyna spośród ok. dziesięciorga młodych ludzi. Byłam zaszokowana.
Króla Maciusia nie lubię. Przeczytałam obie książki o nim jeszcze w podstawówce i były dla mnie tak głęboko depresyjne, że do dziś mam uraz.
Jestem Jego dłużniczką. Szczęśliwą spadkobierczynią. Jego wiary w człowieka. Praw dziecka. Samowychowania. Prawa dziecka do szacunku. Do samostanowienia. Wyznawczynią antypedagogiki. Kształtowali mnie ludzie wierzący w to, w co on wierzył i według czego żył. Hasłem "Nie ma dzieci - są ludzie" powiewam jak sztandarem. To moje credo od początku mojej pracy z dziećmi.
Kiedy słyszę Jego nazwisko - mimo wszystko mam jednak pod powiekami obraz starca, niosącego dziecko na ręku i idącego ulicą pod zielonym sztandarem. Choć nie to uważam za koronny przykład Jego heroizmu.
Mam do tego nieznanego człowieka, odległego w czasie i doświadczeniu stosunek niezmiernie emocjonalny. I głęboką cześć.
Mimo to...
Nie zależy mi już tak na tym, żeby pamiętano jego nazwisko. Żeby pamiętano ostatni marsz.
To czego najgoręcej pragnę w głębi serca, to żeby jego idee stały się powszechnie znane, rozumiane i PRAKTYKOWANE.
![]() |
| Henryk Goldszmit |
Apel Twojego dziecka wg Korczaka
Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję- poczucia bezpieczeństwa.
Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.
Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.
Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.
Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga.
Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.
Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.
Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To, dlatego nie zawsze się rozumiemy.
Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.
Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.
Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało
Nie bój się miłości. Nigdy.
A tak przy okazji - jest Jego rok, wiecie? Pin It Now!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

