czwartek, 30 sierpnia 2012

Dwa lata i dwa dni






 
 



I wciąż jesteś Tym, przy którym mogę stanąć nago, odrzucając wszystkie maski i pozy.
I żadne miejsce nie jest tak ciemne, bym nie mogła w nie wejść, kiedy moją dłoń zamykasz w swojej.
A jeśli gdzieś nie będzie drogi, to ją sobie wytyczymy.
"Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę."
I wciąż wybieram tak samo.

Pin It Now!

czwartek, 23 sierpnia 2012

Mig-awki

Od daaaaaaaaaaaaaawna migamy do Młodej. Używamy po części bobomigów, po części znaków języka migowego, a po części pomysłów własnych. Po szóstym miesiącu zaczęliśmy z większą intensywnością, ale dość prędko zniechęcił nas brak jakichkolwiek efektów.

Jednak jakiś czas temu Młoda zamigała "światło" (Babcia M. zabawia Orę zapalając i gasząc wszystkie lampy w domu). A ostatnio, podczas wielkiej burzy z awarią prądu, Dzieć wyciągał łapki do każdej lampy i "światło" migał. Niedawno mignął mi też mig "mleko", ale raz tylko i (póki co) bez powtórek, więc może to przypadek był?
Babcia też potrafi chuścić :D
Podałam GłodomOrce soczewicę. Dzika radość. Wyłapywanie paluszkami pojedynczych ziarenek i pakowanie do paszczy jest nieziemsko zabawne. I wbrew pozorom pożarła tej soczewicy naprawdę sporo. W ogóle apetyt ma coraz większy :D I dokładnie wie, na co w danym momencie ma chęć, a na co nie. Widok Jej poirytowanej miny, kiedy  po raz setny odpycha rękę babci, która koniecznie chce prawnuczkę poczęstować jabłem - bezcenny :D


Gżdacz coraz sprawniej używa zębów. M.in. upodobała sobie podgryzanie naszych stóp, które w ogóle szalenie są zabawne (Podobną radość wykazuje np., kiedy Mama smaruje sobie twarz kremem. Ogromnie śmieszne ;) ).
Chciałam narysować Jej coraz dziksze pozycje w jakich konsumuje mleko, ale znalazłam na fejsbuku gotowca:
 

Przysięgam, przetestowałyśmy WSZYSTKIE. Piątą także na jednej nodze. Ósmą z głośnym cmoknięciem przy odessaniu. A dziewiąta wcale nie jest taka nieprawdopodobna jak się wydaje. Dodałabym jeszcze dziecko galopujące na czworakach przez całą szerokość łóżka, z rozwartą paszczą i miną radośnie dziką, żeby dossać się do mlekopodajki. Muhahahaha! Podobnie, choć może nie aż tak ekstremalnie, jest ze spaniem. Kombinacje alpejskie i akrobacja wyczynowa ;)
A w ogóle lowe krowę ;)
Pin It Now!

środa, 22 sierpnia 2012

I minął...

SOBOTA
 Ślub i wesele Basi i Rafała
Weźże ten aparat!
Życzymy mnóstwa szczęścia :)

Aurora nie dała rady przegadać Księdza Proboszcza, ale bynajmniej nie dlatego, że nie próbowała. Ona nie krzyczała. Ona tylko głośno (i spokojnie) komentowała bieżące wydarzenia :D A na koniec zażądała mleka. Które otrzymała, a co :D

Orka pożerająca makaron nitki. W domu jadamy świderki i rurki, ale chyba będziemy się musieli przerzucić, bo był absolutnym hiciorem. Prosiliśmy o dokładkę.

Młoda Panna z Panną Młodą
Nie wiem co wyrośnie z naszego Dziewczęcia, ale zapowiada się na megaimprezowiczkę. Szalała, śmiała się do wszystkich, do wszystkich chciałaby na ręce (no, do wszystkich kobiet), chciałaby do wszystkich dzieci. Machała pupą i kończynami do muzyki (w chuście) i kategorycznie odmówiła zaśnięcia przed 23. Potem powieki poległy w starciu z Morfeuszem, Babcia Wanda przejęła Śpiącą Królewnę na pół godziny, a Rodzice wyszaleli się byli na parkiecie. Mrrrrrr, cudownie było. Następnie Jej Wcale-Nie-Śpiącość-Skąd się obudziła, obejrzała sobie oczepiny i pojechaliśmy do Domu.


NIEDZIELA
Pierwsze spotkanie z MORZEM (przypadkiem w Wisełce)

Złamałam swoje zasady i puściłam Dziecię z gołą pupą do piachu. Majty mokre, w pampku za ciepło, o rampersie nie wspomnę. No sumienia nie miałam. A wokół pełno golasów. 

Piach wymiata! Dziecię się w nim tarzało, polowało na Tatowe palce w piasku, wykopywało kamyczki, zostało zakopane, maczało łapki w wiaderku z wodą, wylewało ją z niego i dziwiło się, że jest mokra i zimna. Obowiązkowo pełna garść piachu musiała też wylądować w paszczy. Nic to, zakąszona została zielonym melonem w wieeeeelkiej ilości. I bułą. Nad Morzem Dziecię ma ogromny apetyt.
 


 Morze okazało się zbyt chłodne w porównaniu z rozgrzanym powietrzem i kąpiel nie wzbudziła entuzjazmu. Za to siedzenie na kolanach u Tatki i obserwowanie fal i horyzontu wprowadziło Orę w stan zen.
Niedaleko nas rozbili się niemieccy turyści. W pewnej chwili Młoda usłyszała młodocianego Germana (ciut tylko starszego od niej). Nie oglądając się na rodziców dała w długą (z prędkością odrzutowca) i, gdyby nie moja interwencja, zatrzymałaby się chyba dopiero na niemieckim terytorium kocowym. :D
Nikt nie patrzy?
No to w nogi!
Polska inwazja na Niemcy ;)



Smętna refleksja mnie naszła, gdy obserwowałam gromadkę dzieci. Jakoś 8-10 lat na oko. Złowiły meduzę. Wyłowiły. Rzucały nią. Zaniosły do pokazania "ciociom". Ciocie zadowolone. Moja spóźniona uwaga (skierowana do dzieci - akurat się zbieraliśmy, do "cioć" nie zdążyłam podejść), że zabiły żywe stworzenie i że meduz jest coraz mniej, została skwitowana milczeniem i śmiechem za plecami.

Pamiętam, że jak byłam mała często dzieci wyławiały meduzy, robiły im "baseniki" z muszelkami i glonami. Meduzy najczęściej nie przeżywały tych atrakcji.
Mnie Mama uczyła, że nie wolno krzywdzić dla zabawy. Kiedy widziałyśmy meduzę w wodzie pokazywała mi ją, czasem podkładała pod nią delikatnie rękę, żeby lepiej było widać półkoliste rysunki na jej "dzwonie" i pozwalała odpłynąć. Czasem Tata łapał ją do wiaderka, a potem niósł aż za mieliznę i tam ostrożnie wypuszczał.

Chcę pokazać Orze meduzy w Bałtyku.

 Wracając utknęliśmy w ogromnym korku. Sytuacja denerwująca (zwłaszcza dla Przemka), jednak ja miałam też z tego nieco przyjemności. Korek zatrzymał nas w szczerym polu przed Wolinem, a potem w lesie przed Dąbiem. Przez otwarte okna wpadały zapachy nagrzanych słońcem ziół, żywicy, siana, przyspieszające wraz ze spadkiem temperatury cykanie świerszczy. Ehhhh... Natura ciągnie Wiewi00rę do lasu ;) Może niedługo...
Pin It Now!